ZIEMIA ŻYWYCH TRUPÓW (2005)

„Land of the Dead”
reż. George A. Romero

Ziemia-zywych-trupowWykaraskaliśmy się szczęśliwie z pierwszej trylogii o żywych trupach Romera oraz jej licznych remake’ów i dziwnych kontynuacji. Czas zatem zabrać się za drugą. O wiele słabszą, nakręconą bez błysku, jaki cechował wcześniejsze dzieła Mistrza, ale rozwijającą koncepcję zombie, stającego się osobnym gatunkiem. Na pierwszy ogień idzie „Ziemia żywych trupów”, którym to filmem Romero powrócił po dwudziestu latach do swojej ulubionej tematyki.

Światem całkiem zawładnęły żywe trupy. Ludzie ukrywają się przed nimi w miastach – molochach, w których rozwarstwienie społeczne jest aż nazbyt widoczne. Wyższe sfery mieszkają w wieżowcach, pławiąc się w luksusach, natomiast reszta gnieździ się na ulicach, gdzie króluje przemoc i zepsucie. Bezpieczeństwo jest jednak iluzoryczne, zwłaszcza, że zombie ewoluują i nie wszystkie z nich są bezrozumnymi kanibalami.

Ziemia-zywych-trupow_1Przemoc: – 5
W przeciwieństwie do poprzednich filmów Romera „Ziemia żywych trupów” przemocą stoi. Jej fabuła w zasadzie opiera się na krwawym przemarszu zombiaków prowadzonych przez Big Daddy’ego. W związku z czym w kółko ktoś na ekranie umiera, będąc albo zjedzonym i rozszarpanym, albo zastrzelonym. A jednak co za dużo to niezdrowo i w połowie seansu przestaje to robić jakiekolwiek wrażenie. Spora w tym wina samym efektów gore, które tym razem nie były montowane przez Toma Saviniego (choć on osobiście pojawia się jako jeden z zombie) i do tego podrasowano je komputerowo. Zawsze będę powtarzał, że analogowa masakra jest o wiele efektowniejsza niż cyfrowa.

Nagość: – 1
Romero w filmach o żywych trupach nigdy specjalnie nie eksponował nagości, co potwierdza się i tym razem. Jedynie w knajpie w slumsach mamy przebitkę striptizerki topless (Dawne Furey).

Ziemia-zywych-trupow_2Wulgarność: – 3
Tu mam problem, ponieważ jak wieść gminna niesie, film ten został ocenzurowany ze względu na przemoc i zbyt dużo scen ogólnie uważanych za wulgarne. I mam wrażenie, że do polskich kin trafiła właśnie taka wersja. Podobnie sytuacja wygląda z edycją na DVD, którą sobie odświeżyłem. O tyle, o ile krwawych momentów jest faktycznie sporo, to tych wulgarnych niezbyt. Najwięcej kiedy główni bohaterowie odwiedzają slumsy, ale też bez przesady.

Obrazoburczość: – 4
Tradycyjnie już Romero pod otoczką makabry chciał przedstawić głębsze przesłanie. Tym razem nie ukrywał go pod drobnymi aluzjami, a wali nim między oczy. Nieco jednak wyprzedził swój czas. „Ziemia żywych trupów” większe wrażenie zrobiłaby gdyby miała premierę cztery lata później, kiedy rozpoczął się światowy kryzys gospodarczy. A pod Wall Street zbierały się demonstracje oburzonych. Cóż my tu bowiem mamy? Ostrą krytykę oligarchii i rozwarstwienia społecznego. W świecie Romera nie ma klasy średniej. Są albo obrzydliwie bogaci i uprzywilejowani, albo zarabiający na ich utrzymanie biedni. Wyraźnie również zaznaczono, że klasy te nie mają szans się ze sobą mieszać. Władza tymczasem jest tym, co wciąga i usprawiedliwia wszystkie zbrodnie. Z drugiej strony biedota nie mająca szans na lepsze jutro zabawia się w najmniej wyszukany sposób, organizując walki zombie, zawody strzelnicze do trupów, czy po prostu robiąc sobie z nimi zdjęcia. Ma się wręcz wrażenie, że umarli pod wodzą Big Daddy’ego są bardziej ludzcy niż żywi.

Ziemia-zywych-trupow_3Niesmaczna przyjemność: – 4
Nie będę ukrywał, że „Ziemia żywych trupów” nie jest filmem bez wad i do tego trochę archaicznym. Po pierwszym seansie w kinie byłem nią nawet nieco zawiedziony. Z perspektywy czasu jednak łagodniej oceniam ten obraz. W sumie ogląda się go nieźle, akcji jest dużo, a większość nielogiczności scenariusza można wybaczyć (jak choćby to po co Kaufmanowi granemu przez Dennisa Hoppera pieniądze poza miastem, gdzie nie ma nikogo poza zombiakami). W czasach rozpędzonych żywych trupów rodem ze „Świtu żywych trupów” Zacka Snydera i „28 dni później”, traktuję film Romera jako swoiste pożegnanie popkultury ze starymi, powłóczącymi nogami nieumarłymi. Szczęśliwie tylko na chwilę, bo serial „The Walking Dead” spowodował renesans klasycznego szwędacza.

Średnia zła: 3,4
Fani horrorów zapewne to wiedzą, ale Romero w „Ziemi żywych trupów” kilkakrotnie mrugnął okiem do starych wyjadaczy filmów o zombie. Nie tylko jako żywego trupa zatrudnił Toma Saviniego, ale także Edgara Wrighta i Simona Pegga, którzy nakręcili „Wysyp żywych trupów”.


Pi

DZIEŃ ŻYWYCH TRUPÓW (2008)

„Day of the Dead”
reż. Steve Miner

Dzien-zywych trupow-2008Udało się to już dwa razy – przy „Nocy…” (tej Saviniego) i „Świcie żywych trupów”, więc czemu tym razem miałoby być inaczej? Zwłaszcza, że na stanowisku reżysera usiadł Steve Miner, człowiek, który dał nam „Czarnoksiężnika”, „Dom” oraz drugą i trzecią część „Piątku trzynastego”. Otóż informuję, że jednak nie tym razem. Remake „Dnia żywych trupów” jest pozycją fatalną pod każdym względem.

W małym miasteczku w stanie Kolorado wprowadzono kwarantannę i otoczono je wojskiem. Ma to związek z tajemniczym wirusem, który z początku wywołuje symptomy grypy, a następnie zamienia zarażonych w zombie. Znajdujący się w samym środku wydarzeń kapral Sarah Bowman (Mena Suvari), jej brat i niewielka liczba ocalałych starają się wydostać z pułapki, co nawet przy użyciu wojskowego Hummera nie będzie łatwym zadaniem.

Dzien-zywych trupow-2008_1Przemoc: – 5
W zasadzie od czasu pojawienia się zombie cały czas ktoś umiera, łby żywych trupów rozpryskują się, a krew sika w powietrzu. Co z tego, skoro wszystko to jest animowane komputerowo, ale w tak tandetny sposób, że nawet w 2008 roku budziło to uczucie zażenowania. Do tego charakteryzacja umarlaków jest wyjątkowo mało udana i ma się nijak do tego co w oryginalnym „Dniu żywych trupów” zrobił Tom Savini. Jedynym efektem gore, jaki wyszedł twórcom to atak beznogiego kapitana Rhodesa (Ving Rhames) i tego jak uporał się z denerwującym go, zwisającym na żyłkach z oczodołu okiem. Warto również wspomnieć, że jeśli zombiaki w „Świcie żywych trupów” Zacka Snydera wydawały wam się zbyt żywotne, to tu można zakrztusić się popcornem ze zdziwienia. Otóż te nie tylko biegają, ale skaczą na kilka metrów, poruszają się w przyspieszonym tempie, a nawet łażą po suficie i ścianach. Gdyby nie tytuł, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z wyjątkowo brzydkimi wampirami.

Nagość: 0
Jeśli liczycie na powtórkę występu Meny Suvari niczym w „American Beauty”, to się zawiedziecie. Nie tylko nie leży nago na płatkach róż, ale cały czas dzielnie chodzi w mundurze.

Dzien-zywych trupow-2008_2Wulgarność: – 2
Wulgarności mamy nieco na początku, kiedy to widzimy dwie pary nastolatków baraszkujących w opuszczonej szopie. W momencie, kiedy jedna strasznie się kryguje i nie może zabrać do dzieła, druga nie ma takich oporów. Choć ostatecznie brutalnie im przerwano i niewiele z tego wynikło.

Obrazoburczość: – 2
Tak jak w oryginale mamy żywego trupa posiadającego wyższe emocje (w tym wypadku skryta miłość do Sary) i złego doktora, ale na tym podobieństwa się kończą. Nie ma w tym za grosz humanitarnego przesłania Romera, a niesamowite zbiegi okoliczności sprawiają, że odkrycie tajnego laboratorium nie da się inaczej skwitować, jak palnięciem się dłonią w czoło.

Dzien-zywych trupow-2008_3Niesmaczna przyjemność: – 1
Przyznam, że ostatecznie nawet bardziej od tego gniota podobał mi się „Dzień żywych trupów 2″. Miał przynajmniej jakiś pomysł. Tu akcja gna na złamanie karku (niemal tak jak zombie), ale nie wzbudza większego zainteresowania. Gdyby chociaż trochę trzymano się scenariusza oryginału… Tymczasem nawet nie wykorzystano głównego konceptu ludzi ukrywających się pod ziemią. Pomimo zatrudnienia kilku znanych aktorów, nie można powiedzieć, by całość odbiła się od amatorskiego poziomu. A czarę goryczy przelewają te nieszczęsne nakręcone zombiaki, które są ze wszech miar przesadzone. I jeszcze te dziwne żółtawe filtry nałożone na obiektyw kamery. Dodatkowo utrudniają odbiór. Chyba chodziło o to, by nie było dokładnie widać żałosnych efektów specjalnych.

Średnia zła: 2
Niniejszym ogłaszam, że w tym miejscu zamykamy omawianie pierwszej trylogii żywych trupów Romera. To jednak nie koniec naszych spotkań z tym kultowym reżyserem, albowiem w XXI wieku dokręcił kolejne trzy filmy rozwijające swój koncept.


Pi

DZIEŃ ŻYWYCH TRUPÓW 2 (2005)

„Day of the Dead 2: Contagium”
reż. Ana Clavell & James Glenn Dudelson

Dzien-zywych-trupow-2Straszliwie pokręcone są losy sagi o żywych trupach Romera. Praktycznie każda część klasycznej trylogii obrosła remake’ami i kontynuacjami. O „Nocy żywych trupów” pisaliśmy w Krainie Niesmacznej Przyjemności bardzo obszernie, „Świt żywych trupów” we Włoszech wyświetlany jako „Zombi” został zaanektowany przez Lucio Fulciego, który dokręcił jeszcze „Zombi 2″ i „Zombi 3″ (został wsparty przez Claudio Fragasso i jego „Zombi 4″ oraz „Piekło żywych trupów”, nazywane czasem „Zombi 5″, choć ukazało się grubo przed „dwójką” Fulciego). Przyszedł wreszcie czas na „Dzień żywych trupów”. Tu sprawa jest prosta – mamy jedną kontynuację i jeden remake. Oba te filmy z dziełem Romera nie mają nic wspólnego i pozostaje zagadką w jaki sposób twórcy uzyskali prawa do wykorzystania głośnego tytułu. Zwłaszcza ci odpowiedzialni za „Dzień żywych trupów 2″.

W roku 1968 w wyniku ataku wirusa zamieniającego ludzi w zombie zostaje spacyfikowany, a następnie wysadzony w powietrze szpital, w którym wszystko się zaczęło. Nieszczęśliwie jedną z próbek z wirusem ukradł lekarz chcący opowiedzieć o wszystkim opinii publicznej. Choć sam w czasie ucieczki został zastrzelony, termos ze śmiercionośną zawartością upadł w krzaki, gdzie przeleżał kolejne blisko czterdzieści lat. Wreszcie odnajdują go wychowankowie szpitala psychiatrycznego i zabierają ze sobą. Niedługo po otworzeniu zaczynają fizycznie się zmieniać i łaknąć mięsa.

Dzien-zywych-trupow-2_1Przemoc: – 5
Umówmy się, że daleko tej produkcji do charakteryzatorskiego majstersztyku Toma Saviniego, niemniej sama rzeź dokonywana przez żywe trupy została pokazana bardzo dosadnie. Nawet jeśli wiemy, że pod gnijącą maską siedzi sobie całkiem zdrowy aktor (niestety nie daje się tego zatuszować), a wystające zęby innego delikwenta, który podjada kawałki swoich niedawnych towarzyszy, są ewidentnie naklejone na górnej wardze, to jednak samych efektów gore jest sporo. Największe wrażenie robi stołówka w zakładzie psychiatrycznym, gdzie zamiast zwykłych pacjentów ucztują żywe trupy. Choć uczciwie trzeba przyznać, że najbardziej obrzydliwym momentem jest ten, kiedy przetrzymywany w izolatce Sam zaczyna zdrapywać sobie ropnie z ręki.

Nagość: 0
Tu jestem zawiedziony. Niszowa produkcja o młodych (czasem napalonych) pacjentach psychiatryka i ani fragmentu golizny. Skandal.

Dzien-zywych-trupow-2_2Wulgarność: – 2
To teraz wyjaśnienie czemu czasem napalonych. Otóż poza osobami z urojeniami, niedoszłymi samobójcami i tymi, którzy mają obsesję na punkcie śmierci, mamy też w pakiecie co najmniej jedną nimfomankę. Choć do żadnego zbliżenia nie dochodzi, to jednak jej pojawienie się zawsze zwiastuje serię ciętych uwag i komentarzy. Rozbrajająca jest również sekwencja, kiedy pacjenci oglądają film, przerzucając się cytatami z niego i choć jego tytuł nie pada, można zgadywać, że brzmi on „Frankenwhore”. Nie zdziwiłbym się, gdyby istniał on na prawdę.

Obrazoburczość: – 3
Wygląda na to, że twórcy chcieli przekazać swoją produkcją jakieś ważne myśli, tak jak to zrobił Romero, ale zabrakło im talentu. Niemniej odhaczyć należy zachowanie dyrektora placówki, który nie ma zamiaru powiadamiać wojska o szerzącej się zarazie, tylko samemu robi obserwacje na dotkniętych zarazą. Też zachowanie wobec siebie niektórych pacjentów jest dość naganne. Tu na pierwszy ogień idzie wspomniana nimfomanka Vicky, która robi wszystko by dopiec osobom ze swojego otoczenia.

Dzien-zywych-trupow-2_3Niesmaczna przyjemność: – 2
Film robiony przez ludzi odpowiedzialnych za „Creepshow III”, najgorszą kontynuację w dziejach nie mógł być dobry. A jednak coś mnie powstrzymuje przed wystawieniem jedynki. W sumie bowiem sami bohaterowie są całkiem sympatyczni i środkowa część filmu nawet potrafi zainteresować. Powiem nawet, że gdyby nie nawiązanie w tytule do klasyka Romera, z którym tak po prawdzie nie ma nic wspólnego, być może pokusiłbym się o dodatkowe podniesienie oceny. Jeszcze tylko gdyby to wszystko miało trochę więcej sensu, a dziury logiczne nie były tak widoczne (jak pojawienie się na strzeżonym oddziale faceta, który to zna dokładnie odpowiedzi na każde pytanie). Nieporozumieniem jest też ten dziwny świetlik, który jak rozumiem ma stanowić wirus żywych trupów. Czemu pojawia się nad czołami zarażonych i czemu tylko niektórych? Pytania można mnożyć. Dobrze chociaż, że zombie ruszają się po Bożemu – czyli powłóczyście.

Średnia zła: 2,4
Dobra wiadomość jest jednak taka, że Ana Clavell i James Glenn Dudelson nie zebrali pieniędzy na dalsze projekty filmowe i po „Creepshow III” (2006) zakończyli działalność twórczą, choć Dudelson czasem jeszcze wyprodukuje jakąś szmirkę pokroju remake’u „Dnia żywych trupów”, czy „Club Dead”.


Pi

DZIEŃ ŻYWYCH TRUPÓW (1985)

„Day of the Dead”
reż. George A. Romero

Dzien-zywych-trupow-1985„Dzień żywych trupów” wbrew pozorom to nie film o uczniach pierwszego dniach szkoły, a ostatnia część pierwszej trylogii o zombie George’a Romero. U nas najmniej znanej, do czego przyczyniło się chociażby to, że nie wydanej na DVD. Owszem, może nie jest to dzieło tak świeże jak „Noc…” i „Świt…”, ale jakością niewiele im ustępuje.

Plaga żywych trupów zawładnęła światem na dobre. Ci, którzy ocaleli muszą się ukrywać. Na przykład schodząc do podziemnego kompleksu wojskowego. W jednym z takich miejsc wegetuje resztka żołnierzy pod dowództwem kapitana Rhodesa oraz niewielka grupka cywilów, wśród których są: jedyna kobieta Sarah, pilot śmigłowca John i naukowiec badający zombie – Logan. To z odkryciami tego ostatniego ocalali wiążą największe nadzieje na przetrwanie. Pytanie tylko ile w tym obłędu, a ile autentycznej nauki.

Dzien-zywych-trupow-1985_1Przemoc: – 5
I znów Tom Savini rządzi. Poprawił charakteryzację zombiaków, które nie są już nienaturalnie sine jak w „Świcie żywych trupów” i urozmaicił ich image. Do tej pory nie mieliśmy do czynienia z takimi, które nadgryzł ząb rozkładu, tymczasem tu już na dzień dobry otrzymujemy efektowne zbliżenie gościa bez dolnej szczęki. Wrażenie wciąż robią także bardzo brutalne sceny morderstw. Gdy żywe trupy dopadają swoje ofiary, nie ma zmiłuj. Nieszczęśnicy są wręcz rozrywani na kawałki, a my raczeni każdym szczegółem tej jatki. Wreszcie są także obiekty badań Logana – zwłaszcza żywa odcięta głowa i truposz, który wstaje ze stołu operacyjnego i wypadają z niego wnętrzności.

Nagość: 0
W filmie występuje tylko jedna żywa kobieta. Choć Lori Cardille wcielająca się w Sarę jest atrakcyjną niewiastą, to jednak zawsze szczelnie ubraną. Żeby nie było – nieżywe kobiety też są ubrane…

Dzien-zywych-trupow-1985_2Wulgarność: – 1
Choć w pewnym momencie Rhodes sugeruje, że Sarah mogłaby zaspokoić popędy jego żołnierzy, to do niczego nie dochodzi. Z jednej strony nic dziwnego, ponieważ wszyscy żyli w permanentnym stresie i nie w głowie im były miłosne uciechy. Z drugiej, jak już wspomniałem dziewczyna jest atrakcyjna, a w koło sami faceci z manią wielkości.

Obrazoburczość: – 4
W „Dniu żywych trupów” Romero ujawnia całą swoją sympatię do żywych trupów, która napędzać będzie drugą trylogię nakręconą w XXI wieku. To już nie tylko wątpliwości moralne związane z tym, że zombie to jednak ludzie, ale traktowanie ich jako osobnego gatunku, który ma przebłyski pamięci z czasu życia i potrafi odczuwać emocje, takie jak strach, złość, czy poczucie straty. Po raz pierwszy zombie dostał imię – Bub i w pewien sposób wydaje się pozytywnym bohaterem. A takimi na pewno nie są żołnierze zachowujący się jak sfora psów spuszczonych ze smyczy, a zwłaszcza ich dowódca, chcący utrzymać władzę za wszelką cenę. Wreszcie jest też Logan eksperymentujący na ciałach. Nie bez powodu ma ksywkę Frankenstein. Choć jako pierwszy zauważył, że żywe trupy potrafią się uczyć i okazywać emocje, to jednak trudno postrzegać jego działania jako humanitarne.

Dzien-zywych-trupow-1985_3Niesmaczna przyjemność: – 5
Jak już wspomniałem „Dzień…” jest odrobinę słabszy od wcześniejszych dzieł Romera, ale na tle innych filmów o zombie wciąż jawi się jako perła w szambie. Posiada duszny klimat charakteryzujący się poczuciem ciągłego zagrożenia. Mamy niezłe aktorstwo i rewelacyjne efekty gore. W sumie więc otrzymujemy ostatni film z naszego romerowego cyklu zombie zasługujący na maksymalną ocenę.

Średnia zła: 3
Po nakręceniu „Dnia żywych trupów” Romero na dwadzieścia lat porzucił świat żywych trupów. Niestety to również jego ostatni w pełni udany film. Potem miał jeszcze drobne zrywy w postaci „Diabelskiej maski” i „Diary of the Dead: Kroniki żywych trupów”, ale to już nie było to.


Pi

TOBE HOOPER NIE ŻYJE

tobe_hooperŚwiat się kończy. Niedawno pożegnaliśmy George’a Romera, a tu niespodziewanie 26 sierpnia w wieku 74 lat zmarł Tobe Hooper, reżyser kultowych horrorów z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”, „Duchem”, „Zjedzonymi żywcem” i „Maglownicą” na czele. Należał do Wielkiej Czwórki Klasycznego Horroru (obok wspomnianego Romera, nieodżałowanego Wesa Cravena i jedynego żyjącego jeszcze Johna Carpentera). Przypomnijmy jego dokonania:

„Eggshells” (1969) – o dziwo debiut Hoopera nie był horrorem


„Teksańska masakra piłą mechaniczną” (1974)

„Zjedzeni żywcem” (1977)

„Ciemność” (1979)

„Miasteczko Salem” (1979)

„Lunapark” (1981)

„Duch” (1982)

„Siła witalna” (1985)

„Najeźdźcy z Marsa” (1986)

„Teksańska masakra piłą mechaniczną 2″ (1986)

„I’m Dangerous Tonight” (1990)

„Samozapłon” (1990)

„Nocny terror” (1993)

„Worek na zwłoki” (1993) – razem z Johnem Carpenterem


„Maglownica” (1995)

„Apartament dla diabła” (1999)
http://123netflix.com/watch/ox1OQ4dN-the-apartment-complex.html
„Krokodyl zabójca” (2000)

„Krwawa masakra w Hollywood” (2004)

„Kostnica” (2005)

„Djinn” (2013)

Pi

ŚWIT ŻYWYCH TRUPÓW (2004)

„Dawn of the Dead”
reż. Zack Snyder

Swit-zywych-trupow-2004Dobry remake można zrobić na dwa sposoby – albo próbować oddać atmosferę oryginału, trzymając się wiernie scenariusza, co prawie nigdy nie wychodzi, albo wybrać kluczowe elementy pierwowzoru i na ich bazie stworzyć całkiem nową jakość. Tę drugą opcję wybrał Zack Snyder realizując swoją wizję „Świtu żywych trupów”. I choć z trudem przechodzi mi to przez gardło, muszę przyznać, że wyszło mu lepiej niż Romerowi.

W wyniku nagłej epidemii ludzie zamieniają się w żywe trupy. Pielęgniarka Ana wraz z grupą ocalałych szukając bezpiecznego schronienia, barykadują się w centrum handlowym. Jednak to co z początku wydaje się zbawieniem, szybko okazuje się pułapką bez wyjścia.

Swit-zywych-trupow-2004_1

Przemoc: – 5
Młodsze o dwa lata od filmu Snydera „28 dni później” wprowadziło na arenę horroru zombie XXI wieku, które cechuje spora ruchliwość i o wiele większa agresja niż pokraki z produkcji George’a Romera. Remake „Świtu żywych trupów” kontynuuje ten trend. Jak zatem łatwo się domyślić ofiar jest sporo, akcji dużo, a krwi co niemiara. Niemniej, poza drobnymi elementami chyba jednak większe wrażenie robią do dziś efekty gore zrealizowane przez Toma Saviniego. Taki dziwny paradoks.

Nagość: – 2
Mamy tu dwie przebitki nagości i obie związane są z postacią antypatycznego bogacza Steve’a. Najpierw kiedy zabawia się z Moniką, jedną z ocalałych dziewczyn w centrum handlowym. Druga natomiast trafia się w momencie, kiedy oglądamy archiwalny zapis z kamery z imprezy na jego jachcie. Warto dodać, że w wersji reżyserskiej uciekająca samochodem Ana mija po drodze roztrzęsioną nagą kobietę (w wersji ocenzurowanej zasłania ją plama krwi na szybie).

Swit-zywych-trupow-2004_2Wulgarność: – 2
I znów musimy wspomnieć o Steve’ie, który jest najbardziej wulgarną postacią ze wszystkich, jakie się tu pojawiają. Pomimo śmiertelnego niebezpieczeństwa nie zamierza rezygnować z hedonistycznego trybu życia. Zabawia się więc jak może – a to z Moniką, a to grając w golfa, a to opróżniając kolejne butelki alkoholu (używając do tego całego zapasu cytryn). O szybkim numerku Any z mężem pod prysznicem nie ma co mówić.

Obrazoburczość: – 3
Romero swoim „Świtem żywych trupów” w krzywym zwierciadle przedstawił ogłupione konsumpcją społeczeństwo. Snyder nie miał aż tak ambitnych planów. Chciał zrobić po prostu dobry, trzymający w napięciu horror bez myśli przewodniej. I to mu się udało. Niemniej poszedł o krok dalej w ukazywaniu makabry niż jego poprzednik i zaprezentował nam odrażającą scenę porodu noworodka zombie. Fragment ten odradzam kobietom w ciąży.

Swit-zywych-trupow-2004_3Niesmaczna przyjemność: – 5
Choć film Romera to klasyk, niestety z biegiem lat bardzo się zestarzał. Widać to zwłaszcza w zielonkawo-niebieskiej charakteryzacji zombie. Tymczasem Snyder okazał się człowiekiem, który doskonale czuje klimat tej produkcji i zaoferował pozycję atrakcyjną wizualnie współczesnemu widzowi. W natłoku remake’ów bardzo trudno znaleźć inny równie udany. Chyba tylko „Teksańska masakra piłą mechaniczną” może się z nim równać.

Średnia zła: 3,4
Spotkałem się z opinią, że „Świt żywych trupów” jest najlepszym filmem Zacka Snydera. Prawie się z tym zgadzam, ponieważ dla mnie jednak numerem jeden pozostają „Watchmen. Strażnicy”. W każdym razie „Świt…” o włos wyprzedza „300′, a już patrząc na to co się dzieje z multiwersum DC, trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z tym samym reżyserem.


Pi

ŚWIT ŻYWYCH TRUPÓW (1978)

„Dawn of the Dead”
reż. George A. Romero

Swit-zywych-trupow-1978Wykaraskaliśmy się wreszcie z przeróżnych interpretacji „Nocy żywych trupów”, trzeba więc sięgnąć po dalsze dzieła śp. George’a Romera. Do tematu zombie powrócił on dziesięć lat po debiucie w „Świcie żywych trupów”, który w Polsce funkcjonował jako „Poranek żywych trupów”. Jednak ostatnie wydania na DVD zmieniły tłumaczenie i jego będziemy się trzymali.

Świat opanowały rządne ludzkiego mięsa żywe trupy. Czwórka uciekinierów, która opuściła przy pomocy helikoptera niebezpieczne miasto, znajduje schronienie w opuszczonym centrum handlowym, które z początku wydaje się stanowić idealną fortecę.

Swit-zywych-trupow-1978_1Przemoc: – 5
Co tu dużo mówić, jeśli chodzi o przemoc to jest ostro. To już nie tylko mroczna sceneria znana z „Nocy..”, ale efekty gore ukazane w pełnym świetnie. Odpowiada za nie Tom Savini, który wykonał kawał świetnej roboty. Owszem, z dzisiejszego punktu widzenia krew od razu razi sztucznością, a charakteryzacja zombiaków prezentuje się w nienaturalny zielonkawy sposób, ale w 1978 roku robiło to wrażenie. Zwłaszcza, że poza samymi truposzami, znajdziemy tu sporo innych makabrycznych elementów, jak rozpryskujące się po strzale głowy, rozpruwane flaki, czy mój ulubiony fragment z początku, kiedy nieumarły bezceremonialnie odgryza kawałek ciała pewnej rozhisteryzowanej niewiasty. Co ciekawe film mógł być jeszcze mocniejszy, ponieważ jak plotka głosi, jedna z kobiet statystujących w filmie była w ciąży i proponowała, by zombie wyrwały je płód z brzucha, by go pożreć, ale nawet Savini i Romero uznali to za zbyt koszmarne. Na takie rzeczy trzeba było poczekać dwadzieścia pięć lat do premiery „August Underground’s Mordum”.

Nagość: – 1
Nagości prawie brak, poza przebitką, kiedy możemy zobaczyć siedzącą topless w łóżku ciężarną Gaylen Ross. Za to zombie tym razem wszystkie są ubrane.

Swit-zywych-trupow-1978_2Wulgarność: – 2
W zasadzie wulgarności w filmie mamy niewiele i przez większość seansu jej nie uświadczymy. Zmienia się to dopiero wraz z pojawieniem się gangu motocyklowego, ale też nie można mówić tu o jakiejś wybitnej przesadzie.

Obrazoburczość: – 2
Romero w swoich filmach poświęconych żywym trupom zawsze starał się przemycić jakieś głębsze refleksje. W „Świcie żywych trupów” są one najbardziej widoczne, ale jednocześnie na tyle dobrze wplecione w fabułę, że nie mamy do czynienia z dziwną martyrologią, jaka będzie cechowała „Ziemię żywych trupów”, czy „Survival of the Dead”. W końcu czy żywe trupy ciągnące do supermarketu nie są odwzorowaniem konsumentów ruszających bezwolnie na łowy w czasie promocji? Zombiakom pod tym względem wcale nie jest daleko do ludzi nabranych na fikcyjną sieć supermarketów w dokumencie „Czeski Sen”. Może tylko wolniej się ruszali, niż rzucający się na okazję Czesi. Warto również zwrócić uwagę na wciąż pojawiający się w „Świcie żywych trupów” konflikt moralny związany z zabijaniem truposzy. Zwłaszcza na początku w czasie ataku na blok, w którym ksiądz przetrzymywał nieumarłych świadomość, że mamy do czynienia z do niedawna żywymi ludźmi uwiera nie tylko bohaterów, ale i widza. Choć pojawiają się i tacy, którzy zasługują na najwyższy wymiar kary, jak wspomniani wyżej motocykliści.

Swit-zywych-trupow-1978_3Niesmaczna przyjemność: – 5
Fani Romera dzielą się na dwa obozy – oddanych fanów „Nocy żywych trupów” i miłośników „Świtu żywych trupów”. Osobiście należę do tych pierwszych, ale w kategorii zombie movie „Świt…” wciąż pozostaje w ścisłej czołówce. I nie chodzi tylko o wyjątkową brutalność, ale także rewelacyjny, duszny klimat. Okazało się bowiem, że i supermarket może stanowić ciekawe miejsce do rozegrania klaustrofobicznego thrillera i sprawdza się przy tym równie dobrze, co stojąca na odludziu farma. Do tego choć obsada składa się z początkujących aktorów, całkiem udanie wywiązują się ze swoich rol, ze szczególnym wskazaniem na kultowego dziś Kena Foree’a i bardzo przekonującą Gaylen Ross. Podsumowując – klasyk, który powinien znać każdy miłośnik niesmacznej przyjemności.

Średnia zła: 3
Ciekawostką jest to, że spośród filmów wyreżyserowanych przez Romera jedynie „Noc żywych trupów” posiada w tytule słynne „living dead”. Pozostałe filmy ograniczają się do samego „dead”. Do tego tylko w „Świcie żywych trupów” i tylko raz nazwano żywe trupy zombiakami.


Pi

Różne interpretacje „Nocy żywych trupów” Romera

„Noc żywych trupów” okazała się na tyle inspirującym dziełem, że wciąż powstają jej kolejne remake’i (dodajmy, że coraz słabsze). Ich wymienienie zajęłoby nam całe wakacje, dlatego też o innych, niż opisane dotychczas w Krainie Niesmacznej Przyjemności będzie w telegraficznym skrócie.

„Night of the Living 3D Dead” (2013)

Night-of-Living-3D-DeadBardzo, bardzo zła wersja filmu Romera z Gemmą Atkinson w roli Barbary. Nie wiem, czy faktycznie jest ona gdzieś dostępna w wersji 3D, ale w 2D ogląda się ją jak kiepsko zrobiony teatr telewizji. Jedyne co można zaznaczyć na plus, to wierne trzymanie się oryginału.


„Night of the Living Dead: Genesis” (2016)

Night-of-the-Living-Dead-Genesis-1Przyznaję się, że tej produkcji akurat nie oglądałem, niemniej wygląda na to, że nie odbiega ona specjalnie jakością od innych adaptacji. Ciekawostką jest, że całość jest retrospekcją opowiadaną przez leciwą już Barbarę.


„Night of the Living Dead 2014″ (2014)

Taki klasyk, jak dzieło Romera nie mógł się ustrzec przed remake’ami fanowskimi. Pozycje te są przeznaczone jednak dla skrajnych masochistów, o czym można przekonać się, klikając w poniższy filmik:


„Night of the Living Dead: Origins 3D” (2015)

night-of-the-living-dead-origins-3DCiekawostką jest natomiast kilka pełnometrażowych animacji 3D powstałych na podstawie „Nocy żywych trupów”. Co prawda ogląda się je niczym fabularne przerywniki w grach komputerowych (i to nie tych z pierwszej półki), ale co kto lubi. Ja na ten przykład nie lubię.


„Noc żywych trupów” – słuchowisko radiowe

A teraz coś dla tych, którzy żyją jeszcze w świecie tranzystorowym. Dzięki temu słuchowisku możesz cieszyć się swoim ulubionym filmem w czasie prowadzenia samochodu.


„Noc żywych trupów” – sztuka teatralna

George Romero trafił także na deski teatru. Może nie jest to Broadway, ale trzeba oddać honor twórcom, że starali się jak umieli oddać charakter oryginału.


„Noc żywych trupów” – opera

A skoro już w teatrze jesteśmy, czemu nie przerobić naszego ukochanego horroru na operę. Rzecz to karkołomna i dla twardzieli, ale jak się okazuje wykonalna.


„Noc żywych trupów” – musical

Jeśli natomiast nie należycie do ortodoksyjnych fanów, którzy bezczeszczenie scenariusza „Nocy..” uważają za grzech śmiertelny, możecie sięgnąć po musical opowiadający o losach Barbary. Muszę przyznać, że całość nie jest nawet aż tak zła, na jaką wygląda. Momentami można się nawet uśmiechnąć. A już partia śpiewana przez zombiaka na cmentarzu to mistrzostwo świata.

Zapewne podobnych remake’ów jest więcej, ale chyba nie ma sensu dalej ciągnąć tej listy. A przecież „Noc żywych trupów” obecna jest także w innych mediach, jak literatura, czy komiks, ale to temat na dużo dłuższą rozprawę.

Nights-of-the-living-dead-an-anthologyPi

NIGHT OF THE LIVING DEAD: RESURRECTION (2012)

„Night of the Living Dead: Resurrection”
reż. James Plumb

Night-Living-Dead-ResurrectionIdealnym remake’iem jest taki, który na bazie starego scenariusza potrafi wprowadzić nową jakość, tak by zachować klimat oryginału, ale nie powtarzać tego co już było. Twórcy „Night of the Living Dead: Resurrection” chyba za bardzo chcieli wprowadzać tę nową jakość, ponieważ z oryginalnego filmu Romera pozostał tylko Ben i cytat: „jadę po ciebie Barbaro”.

Ben przemierza opanowaną przez zombie Wielką Brytanię, by dotrzeć do Barbary. Na wiejskiej drodze kończy mu się paliwo. Idzie więc z kanistrem do pobliskiego domu, w którym ukrywa się rodzina George’a, starająca się zachować pozory kochającej i wspierającej się, ale wewnętrznie skonfliktowana.

Night-Living-Dead-Resurrection_1Przemoc: – 3
Jedyną wersją „Nocy żywych trupów”, która miała zapewniony budżet, była ta z 1990 roku w reżyserii Toma Saviniego. Jednak ani Romero, ani nawet Jeff Broadstreet w nieszczęsnej „Nocy żywych trupów 3D” nie odstawili takiej amatorki, jak James Plumb. Aż dziw bierze, że firmuje to Lionsgate. Wszystko, łącznie z efektami gore jest tu na nędznym poziomie. Niemniej kilka niesmacznych scen możemy znaleźć, ze szczególnym wskazaniem, jak grupka nastolatków pastwi się nad złapanym mężczyzną, jeżdżąc po nim samochodem w te i wewte. Nieporozumieniem za to są same żywe trupy. O wiele lepszą charakteryzację mają uczestnicy parady zombie.

Nagość: 0
Tym razem obyło się nawet bez nagiego zombie. Najbardziej rozebrany jest do bokserek.

Night-Living-Dead-Resurrection_2Wulgarność: – 1
W tle rodzinnych sprzeczek jest romans między mężem ciężarnej córki George’a, a jej młodszą siostrą, ale nic pikantnego nie pokazano.

Obrazoburczość: – 5
Co tu dużo ukrywać, zamiast gotyckiej grozy, zaoferowano nam „Modę na sukces” w wersji zombie, gdzie skonfliktowana ze sobą rodzina udaje, że wszystko jest ok. Poza wspomnianym romansem jest dziadek, wieszczący biblijną zagładę, psychopatyczna matka, która uśmierciła płód by ratować córkę i sam George, który strzela do wszystkich, bez względu na to, czy są żywymi trupami, czy nie. Zadziwiająco często pojawia się również wątek ataku zombie, jako kara za rozpanoszenie się gejów. Tego w każdym razie w poprzednich wersjach nie było. Wreszcie są młodociani przestępcy, którzy, jak rozumiem mają prezentować dzisiejszą młodzież i mordują nie tylko zombie, ale i zwykłych ludzi, nakręcając się wołaniem, że to było jak w „Call of Duty”.

Night-Living-Dead-Resurrection_3Niesmaczna przyjemność: – 1
Z tego miszmaszu jednak nic nie da się oglądać. W zasadzie wszystko jest tu złe, od niewyraźnych zdjęć, po marne aktorstwo i przekombinowany scenariusz. A już użycie w tytule słynnej marki Romera jest zupełnym nieporozumieniem, ponieważ z jego filmem nie ma to nic a nic wspólnego. Unikać jak ognia i nie sugerować się mrocznym plakatem.

Średnia zła: 2
Oczywiście to nie koniec remake’ów „Nocy żywych trupów”, ale każdy następny jest coraz gorszy. Ostatni powstał w zeszłym roku („Night of the Living Dead: Genesis”) z tym, że tego nie widziałem, więc się nie wypowiadam.


Pi

NOC ŻYWYCH TRUPÓW 3D (2006)

„Night of the Living Dead 3D”
reż. Jeff Broadstreet

Noc-zywych-trupow-3DNie minęło dwadzieścia lat od udanego remake’u „Nocy żywych trupów” przez Toma Saviniego, a za klasyk George’a Romero zabrał się kolejny reżyser. Tyle tylko, że o wiele mniej utalentowany. Do tego z własną wizją scenariusza i przekonaniem, że tworzy tak wiekopomne dzieło, iż można je podziwiać tylko w najlepszych możliwych warunkach. Najlepiej Imaxach z najnowocześniejszą techniką 3D.

Barb (nie lubi kiedy mówi się do niej Barbara) i Johnny jadą na pogrzeb nielubianej ciotki. Kiedy przybywają na cmentarz nikogo nie zastają. Po krótkich poszukiwaniach okazuje się, że żałobnicy zamienili się w zombie. Johnny ucieka, zostawiając dziewczynę na ich pastwę. Ta najpierw szuka schronienia w pobliskim domu pogrzebowym, lecz przepędza ją stamtąd właściciel, niejaki pan Tovar (Sid Haig). Cudem uratowana przez Bena pędzącego na motorze, zostaje zabrana na farmę Coopera. Tymczasem żywe trupy podążają za nią.

Noc-zywych-trupow-3D_1Przemoc: – 5
„Noc żywych trupów 3D” jest produkcją chałupniczą i do bólu niskobudżetową, niemniej do efektów gore akurat się przyłożono. Tak samo jak do wyglądu żywych trupów, które robią o wiele bardziej paskudne wrażenie niż u Romera i Saviniego. Owszem, było kilka szans na bardziej dosadne ukazanie niektórych morderstw, ale ostatecznie i tak jest nieźle. Zwłaszcza jeśli ogląda się je w okularach 3D. Choć to raczej wersja dla ubogich, nie żaden „Avatar”.

Nagość: – 3
Po raz pierwszy w historii „Nocy żywych trupów” pojawia się nagość niezwiązana z zombiakami. Choć i te w wersji rozebranej także dostaniemy. Mam tu na myśli pewnego obrzydliwego grubasa zjadającego księdza. Jednak największą niespodzianką jest biegająca w stroju Ewy Judy.

Noc-zywych-trupow-3D_2Wulgarność: – 4
Mamy tu również pierwszą scenę seksu. W wykonaniu Toma i Judy. I pomyśleć, że w oryginale była to taka spokojna i miła para. Poza nimi należy także zwrócić uwagę na nielegalną plantację marihuany Coopera i niewybredny język niektórych bohaterów.

Obrazoburczość: – 4
Tym razem nikt nie bawi się w moralizatorstwo. Przedstawiono za to całkiem ciekawą koncepcję powstania zmarłych z grobów. Osoba za to odpowiedzialna jest święcie przekonana co do tego, że jej uczynek jest ze wszech miar słuszny i porównuje się nawet do Jezusa, który wskrzesił Łazarza. Choć szczerze przyznaje, że musi jeszcze nieco popracować nad szczegółami.

Noc-zywych-trupow-3D_3Niesmaczna przyjemność: – 2
Przyznam, że się łamałem, czy jednak nie dać temu filmowi wyższej oceny. Bo w sumie jako dzieło autonomiczne nie jest takie złe, zombiaki wyglądają fajnie, a Sid Haig jak zwykle wymiata. Jednak ponieważ użyto tytułu jasno wskazującego na konotacje z dziełem kultowym, nie mogę obejść się bez porównań. Na pewno wdzięcznymi zabiegami są mrugnięcia do fanów, jak chociażby to, że Johnny nie umiera na cmentarzu, słynny cytat „Oni idą po ciebie, Barbaro” (tu raczej jako „Idę po ciebie, Barb”) pojawia się w sms-ie, a gdy Barba i Ben wpadają do Cooperów, ci oglądają oryginalną „Noc żywych trupów”. Niestety poziom wykonania i swobodne podejście do oryginału, z którego zostały w zasadzie tylko imiona bohaterów (nawet Ben jest białasem) powoduje niesmak.

Średnia zła: 3,6
I drobna uwaga dla tych, którzy mają zamiar sięgnąć po tę pozycję, a nie widzieli oryginału. Choć scenariusze się nie pokrywają i w zasadzie mamy do czynienia z dwoma różnymi filmami, to jednak w pewnym momencie u Cooperów kończy się seans „Nocy żywych trupów” Romera i ostentacyjnie zdradza się jej zakończenie. Trzeba więc być na to wyczulonym.


Pi