UCIEKINIER (1987)

„The Running Man”
reż. Paul Michael Glaser

UciekinierW ekranizacjach twórczości Stephena Kinga występowała czołówka aktorów Hollywood z Jackiem Nicholsonem, Demi Moore, Katy Bates, Edem Harrisem, Morganem Freemanem, Tomem Hanksem, Johnny’m Deppem i Samuelem L. Jacksonem na czele. Jednak najbardziej abstrakcyjnym mariażem wydaje się pozyskanie do współpracy Arnolda Schwarzeneggera, który zagrał główną rolę w „Uciekinierze”. Filmie kultowym, który z pierwowzorem literackim jednak ma niewiele wspólnego. A wspominamy o nim z racji tego, że jego akcja rozpoczyna się w 2017 roku. Co tu dużo mówić, ciekawie sobie twórcy wyobrażali naszą teraźniejszość.

W roku 2017 USA pogrążyły się w chaosie ekonomicznym. Z ostoi wolności i praw obywatelskich przeobraziły się w państwo totalitarne. Kluczową rolę w sterowaniu masami odgrywa telewizja, a jej największym hitem jest program „Uciekinier”. To sadystyczny odpowiednik walk gladiatorów, gdzie głównymi postaciami są skazańcy (najczęściej polityczni), mający za zadanie uciec przed goniącymi ich łowcami. Jednym z uciekinierów zostaje były komandos Ben Richards (Arnold Schwarzenegger), który podpadł oficjelom odmową rozkazu strzelania do bezbronnych cywili w czasie manifestacji. Jego nie będzie tak łatwo ani złapać, ani tym bardziej wyeliminować.

Uciekinier_1Przemoc: – 3
Ciekawa sprawa z tą przemocą, ponieważ idea filmu jest taka, że dziwacznie ubrane mięśniaki znęcają się nad cherlawymi więźniami, wywodzącymi się raczej z elity intelektualnej, a nie siłowni. Dlatego też mamy tu sporo brutalnej walki wręcz, kilka trupów i pogruchotanych kości, a nawet malowniczo wybuchającą głowę, ale jednocześnie podano to w taki sposób, by nie za bardzo zaszokować potencjalnych odbiorców. Schwarzenegger powoli zaczynał już odbrutalniać swoje filmy, dlatego też na masakrę w stylu „Predatora”, czy „Jak to się robi w Chicago” nie ma co liczyć. Szczęśliwie nie jest też umownie, jak chociażby w „Prawdziwych kłamstwach”, czy „Egzekutorze”.

Nagość: 0
Jakoś w filmach Schwarzeneggera nagość nie pojawia się zbyt ostentacyjnie, a najczęściej wcale jej nie ma. Dlatego też najbardziej rozebraną osobą w czasie seansu jest grana przez Marię Conchitę Alonzo Amber, kiedy ćwiczy w bardzo ponętnej pidżamie.

Uciekinier_2Wulgarność: – 1
Z wulgarnością w „Uciekinierze” również nie przesadzają. Głównie składa się na nią kilka czerstwych sucharów Arniego i lekkie przekleństwa fruwające gdzieś w tle.

Obrazoburczość: – 4
A jednak sama wizja przedstawionego świata jest wielce niepokojąca. Pomijam już to, że co niektórzy publicyści i posłowie straszą nas rozprzestrzeniającą się dyktaturą i państwem policyjnym. Nie da się jednak ukryć, że media już dawno zyskały status otumaniacza mas. To, jak bardzo zakrzywiają rzeczywistość doskonale widać kiedy na raz obejrzy się Fakty TVN i Wiadomości TVP. Całkiem jakby dotyczyły dwóch różnych światów. Generalnie jednak wierzymy w to co zobaczymy na ekranie. Natomiast rozrywka nam serwowana jest coraz bardziej wymyślna, chamska i okrutna. Może nie wkroczyliśmy jeszcze na drogę „Uciekiniera”, ale przecież produkcje typu „Azja Express” również ogląda się po to by przekonać się, czy aby któryś z naszych celebrytów nie oberwie po głowie od miejscowych Azjatów, natomiast w „Idolu” najwięcej emocji budzi sposób w jaki jury potraktuje aspirujących wokalistów.

Uciekinier_3Niesmaczna przyjemność: – 5
„Uciekinier” powstał w szczytowym momencie kariery Arniego i posiada wszystkie zalety, ale też wady muskularnego kina akcji z lat 80. Oczywiści główny bohater jest niezniszczalny, natomiast jego przeciwnicy padają jak muchy. Niemniej malowniczo zaprezentowani łowcy – profesor Sub Zero, Fireball, Buzzsaw i Dynamo – rozpalają wyobraźnię i niezmiennie podobają mi się w równym stopniu, jak w momencie, kiedy będąc nastolatkiem oglądałem ten film po raz pierwszy na pirackim VHS. Akcja jest wartka, efekty specjalne bardzo przyzwoite, a to, że z książką Kinga (tu pod pseudonimem Richard Bachman) obraz nie ma wiele wspólnego, to trudno.

Średnia zła: 2,6
Warto zauważyć, że w oryginalne akcja rozgrywa się w 2025 roku. Jest więc szansa, że do tego czasu na TVN ujrzymy i polską wersję „Uciekiniera”. Koniecznie z Małgorzatą Rozenek w roli prowadzącej.


Pi

MROCZNA POŁOWA (1993)

„The Dark Half”
reż. George A. Romero

mroczna_polowaI ponownie upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony mamy ekranizację powieści Stephena Kinga, a z drugiej wspominanego już wielokrotnie w tym roku George’a Romero. Choć kojarzony jest on głównie z żywymi trupami, ma także na koncie całkiem udaną ekranizację prozy Mistrza Horroru – „Mroczną połowę”.

Thad Beaumont jest przykładnym mężem i ojcem. Do tego wykłada na uniwersytecie. Tym co różni go od innych jest to, że pisze. Niestety bez sukcesów. Przynajmniej pod swoim nazwiskiem. Posiada on bowiem także pseudonim – George Stark – pod którym publikuje pulpowe powieści, które cieszą się ogromną popularnością. Choć Thad ze wszystkich sił stara się, by nikt nie połączył go ze Starkiem, udaje się to niejakiemu Fredowi Clawsonowi, który zaczyna szantażować pisarza. Nie widząc innej możliwości Beaumont postanawia symbolicznie pochować swoje alter ego. Okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe, ponieważ ktoś zaczyna zabijać jego znajomych. Świadkowie twierdzą, że morderca jest łudząco podobny do fikcyjnego wizerunku George’a Starka.

mroczna_polowa_1Przemoc: – 3
Choć Romero lubował się w ukazywaniu ekstremalnej przemocy, powieść Kinga nie dawała mu pola by dostatecznie rozwinąć skrzydła. Dlatego też, choć znajdziemy kilka smaczków, jak zakończenie, czy niektóre morderstwa dokonywane za pośrednictwem brzytwy, nie należy spodziewać się masakry na miarę „Świtu żywych trupów”.

Nagość: 0
Tak jak w omawianych już w tym miesiącu filmach Tobe Hoopera i Johna Carpentera, na nagość nie ma co liczyć. Trudno tu nawet dostrzec kogoś, kto by latał w samej bieliźnie.

mroczna_polowa_2Wulgarność: – 1
W tym miejscu muszę jednak wyrazić spore rozczarowanie. Stark to kawał drania bez sumienia i jak najbardziej wskazane byłoby, aby się tak zachowywał. Tymczasem ogranicza się jedynie do morderstw, a za największy przejaw wulgarności z jego strony należy uznać bezceremonialne walenie z gwinta whisky. Pod tym względem można było popracować nad tą postacią.

Obrazoburczość: – 2
W zasadzie nic specjalnie obrazoburczego w „Mrocznej połowie” nie znajdziemy. To kolejna odsłona kingowskiego znęcania się nad powieściopisarzami, którzy muszą mieć naprawdę skrzywione charaktery by osiągnąć sukces (przypomnijmy, że pisarzami byli Jack Torrance z „Lśnienia”, Mort Rainey z „Sekretnego okna”, Paul Sheldon z „Misery”, a nawet Ben Mears z „Miasteczka Salem”). Niemniej to właśnie w „Mrocznej połowie” dostaje im się najbardziej, ponieważ okazuje się, że ukrywają przed światem swoją tajemną twarz. I to bardzo niemiłą. W szerszym kontekście całość można interpretować jako wewnętrzną walkę między napisaniem dzieła wiekopomnego, a chęcią odniesienia spektakularnego sukcesu. Dziwnym trafem rzadko idzie to w parze.

mroczna_polowa_3Niesmaczna przyjemność: – 4
Romero zadziwiająco dobrze odnalazł się w nastrojowej, stonowanej adaptacji Kinga. Nie tylko dość wiernie przeniósł powieść na język filmu, zachowując jej klimat, ale generalnie odciął się od tego z czego jest najbardziej znany i zaserwował psychologiczny thriller. Niestety trochę za długi – można było go nieco skrócić, choć końcówka rekompensuje ślamazarnie rozwijającą się akcję. Specjalna kara chłosty należy się również twórcom plakatu (i okładki do wydania VHS, a potem DVD) filmu. Jest tak bezjajeczny, że człowiek czuje się znudzony zanim jeszcze rozpocznie seans.

Średnia zła: 2
Jest to dla mnie szokiem, ponieważ w 1992 roku nie śniło mi się nawet aby mieć komputer, a szczytem marzeń był Pegasus, ale wtedy pojawiła się przygodowa gra komputerowa powstała na bazie „Mrocznej połowy”. Chyba nie odniosła większego sukcesu, choć do niektórych egzemplarzy dodawano powieść.


Pi

MIASTECZKO SALEM (1979)

„Salem’s Lot”
reż. Tobe Hooper

Miasteczko-SalemOddajmy hołd zmarłemu w tym roku Tobe Hooperowi i z okazji miesiąca ze Stephenem Kingiem przypomnijmy jego wersję „Miasteczka Salem” z 1979 roku. Całość powstała w formie miniserialu i trwa blisko cztery godziny, ale doświadczenie tego nudnego seansu może przerastać możliwości przeciętnego widza, dlatego będę polecał wersję europejską, skróconą do godziny i czterdziestu minut. Choć widać momenty, kiedy nastąpiły drastyczne cięcia, to jest ona o wiele strawniejsza.

Do małego miasteczka Salem (w zasadzie Jerusalem) przyjeżdża pisarz Ben Mears. Wychował się tu i postanowił zmierzyć się z młodzieńczym lękiem, a mianowicie z upiornym domem rodziny Marstenów. Niegdyś był w nim świadkiem nadprzyrodzonych zjawisk. Postanowił o tym napisać. W tym samym czasie jednak nieruchomość została zakupiona przez dwóch tajemniczych handlarzy antykami. Wkrótce po ich przybyciu coraz więcej mieszkańców miasteczka zaczyna znikać.

Miasteczko-Salem_1Przemoc: – 2
Miłośnicy krwawej odsłony twórczości Tobe Hoopera weźcie poprawkę na to, że „Miasteczko Salem” jest produkcją telewizyjną i nie mógł on sobie pozwolić na zbyt obfite sceny przemocy. Zresztą sama powieść Kinga specjalnie nie dawała okazji do tego typu popisów.

Nagość: 0
Sytuacja jest taka sama jak piętro wyżej. Z tym, że o goliznę w telewizji kiedyś było o wiele trudniej, niż o bryzgającą krew.

Miasteczko-Salem_2Wulgarność: – 2
W książce King szczegółowo opisywał klimat małego miasteczka z wizerunkiem na pokaz i tym, który kryje się pod spodem (nieszczęśliwe rodziny, małżeńskie zdrady). W miniserialu te wątki też się pojawiają. W wersji skróconej zostają tylko lekko zarysowane.

Obrazoburczość: – 2
Chyba nie zdradzę zbyt wielkiej tajemnicy, jeśli otwarcie powiem, że „Miasteczko Salem” opowiada o wampirach. Są one przedstawione w bardzo tradycyjny sposób – boją się krucyfiksów, wody święconej i aby wejść do domu, muszą być zaproszone. I to jest akurat plus w dobie metroseksualnych krwiopijców ze „Zmierzchu”. Niemniej daleko im do kipiącego erotyzmem hrabiego Draculi z filmu Francisa Forda Coppoli.

Miasteczko-Salem_3Niesmaczna przyjemność: – 3
Nie da się ukryć, że film Tobe Hoopera mocno się zestarzał. Niemniej posiada świetny klimat, nawiązujący do klasyków gatunku z lat 40. i 50. Do tego zaserwowano nam kilka rewelacyjnych scen, które i dziś powodują mrowienie na karku, jak chociażby przemiana grabarza w wampira. Dlatego też w dobie zalewu kiepskich ekranizacji prozy mistrza horroru, mogę polecić go z czystym sercem. Z tym, że jak już wspomniałem, lepiej sięgnąć po wersję skróconą.

Średnia zła: 1,8
W 2004 roku powstał kolejny miniserial na motywach „Miasteczka Salem”. Również można śmiało po niego sięgnąć, choć wciąż nie jest to dzieło idealne. Co zaś się tyczy wersji z 1979 roku, to w postać Bena Mearsa wcielił się David Soul, czyli kultowy Hutch z serialu „Starsky i Hutch”, który pojawił się także (uwaga fani Metalliki) w „Johnny poszedł na wojnę”, którego to fragmenty wykorzystano w klipie do utworu „One”.


Pi

CHRISTINE (1983)

„Christine”
reż. John Carpenter

ChristineListopad to miesiąc horroru (głównie pogodowego), który tradycyjnie w Krainie Niesmacznej Przyjemności obchodzimy jakimś blokiem tematycznym. Ponieważ rok 2017 należy do ekranizacji Stephena Kinga, właśnie nimi się zajmiemy. Na początek proponuję klasyk „Christine” w reżyserii mistrza Johna Carpentera.

Arnie jest szkolnym popychadłem z wrodzonym syndromem ofiary. Drastycznie zaczyna się zmieniać w momencie, kiedy nabywa zdezelowany samochód Plymouth Fury z 1958 roku o wdzięcznym imieniu Christine. Szybko okazuje się, że poza imieniem posiada ona także osobowość. Potrafi kochać, ale także być zazdrosna i zła.

Christine_1Przemoc: – 2
Christine bardzo nie lubi, jak się ją denerwuje. Na przykład strąca popiół z cygara na tapicerkę. Wtedy potrafi być bardzo niemiła i co tu dużo mówić, uśmierca upierdliwego delikwenta. Dokonuje tego na wiele sposobów – raz subtelnie, dusząc spalinami uwięzionych wewnątrz siebie – a raz bardzo efektownie, doprowadzając do wybuchu stacji benzynowej. Choć i tak mistrzostwem jest pogoń za grubawym Moochiem. Carpenter jednak bardziej niż na makabrę stawia na nastrój grozy, w związku z czym, choć zgony niewątpliwie są, nie pokazano ich w sposób makabryczny, co dobrze koresponduje z młodzieżową historią.

Nagość: 0
Niestety nie czytałem „Christine” Kinga, więc nie wiem, czy była szansa na pokazanie nagości, niemniej nawet jeśli, to Carpenter z niej nie skorzystał.

Christine_2Wulgarność: – 3
Po nagłej przemianie Arnie szybko podrywa najładniejszą dziewczynę w szkole (w tej roli przyszła gwiazda „Słonecznego patrolu” – Alexandra Paul) i lekko przechodzi do romansowania w samochodowym kinie. To jednak drobnostka, ponieważ ostoją wulgarności filmu jest stylizowany na Johna Travoltę z „Grease” (ewentualnie na Jima Morrisona) Buddy, osiłek znęcający się nad głównym bohaterem. Poza tym zawsze zastanawiałem się, czy to on, czy też któryś z jego kumpli z paczki zbezcześcił fekaliami tapicerkę Christine.

Obrazoburczość: – 2
Choć film opowiada o nawiedzonym samochodzie, nie poznajemy przyczyn jego ożycia. Nie łączą się z tym żadne czarne msze, tudzież inne obrzędy okultystyczne. I w sumie dobrze, dzięki temu lepiej możemy przyjrzeć się popadającemu w szaleństwo Arniemu.

Christine_3Niesmaczna przyjemność: – 5
Przełom lat 70. i 80. to wspaniały czas zarówno dla Johna Carpentera, jak i ekranizacji prozy Stephena Kinga. Reżyser kręcił kultowe dzieła jedno za drugim („Halloween”, „Mgła”, „Ucieczka z Nowego Jorku”, „Coś”, „Gwiezdny przybysz”), natomiast na podstawie twórczości pisarza światło dzienne ujrzały „Carrie” Briana De Palmy, „Miasteczka Salem” Tobe Hoopera, „Lśnienie” Stanleya Kubricka, „Cujo” Lewisa Teague’a, „Martwa strefa” Davida Cronenberga, czy „Dzieci kukurydzy” Fritza Kierscha. „Christine” wcale od nich nie odstaje. To trzymający w napięciu obraz toksycznej miłości. Jego mocną stroną jest też to, że choć koncepcja żywego samochodu jest dość naiwna, wcale tego w filmie nie czuć. Nie zastanawiamy się czemu akurat on może odczuwać emocje, bierzemy to na wiarę. Poza tym Christine wygląda na prawdę cudownie i nawet jeśli ktoś nie jest fanem motoryzacji, poczuje żal, kiedy Buddy z kumplami ją demolują. W tym aucie naprawdę można się zakochać.

Średnia zła: 2,4
W zależności od źródeł, w czasie kręcenia filmu zniszczono od 13 do 16 modeli Plymouth Fury z 1958 roku. Nie byłoby w tym może nic wielkiego, gdyby nie to, że te modele to rzadkość, albowiem powstało ich jedynie 5300 sztuk.


Pi

Wielki ranking sagi o żywych trupach George’a Romero

Aby zakończyć temat żywych trupów Romera i naśladowców, proponuję szybkie zestawienie filmów od najgorszego do najlepszego.

Poza konkursem: „Night of the Living Dead: Genesis” (2017)

Night-of-the-Living-Dead-Genesis-1Zakładam, że niniejszy remake znalazłby się gdzieś w dolnych partiach rankingu, niestety wciąż go nie widziałem i wspominam o nim jedynie z kronikarskiego obowiązku.

13. Night of the Living Dead: Resurrection (2012)

Night-Living-Dead-ResurrectionNiniejszego rankingu nie mogliśmy zacząć inaczej, jak od niedorozwiniętej produkcji z Wielkiej Brytanii, która nie jest ani remake’iem, ani kontynuacją, ani nie wiadomo czym. To raczej półamatorska próba podpięcia się pod znaną markę, ponieważ z dziełem Romera nie ma nic wspólnego.

12. Night of the Living 3D Dead (2013)

Night-of-Living-3D-DeadW zasadzie ranking mogliśmy zacząć dwoma filmami na jednym miejscu, ponieważ tragiczny remake „Nocy żywych trupów” z 2013 roku wcale nie jest lepszy od tego z 2012. Tyle tylko, że trzyma się oryginalnej fabuły. Niestety reszta to już czysta umowność. Film ogląda się niczym niskobudżetowy teatr telewizji, a atmosferę psują pstrokate kolory.

11. Dzień żywych trupów (2008)

Dzien-zywych trupow-2008Niewiele lepiej wygląda sytuacja z remake’iem „Dnia żywych trupów” z 2008 roku. Teoretycznie można znaleźć jakieś elementy wspólne tej produkcji i oryginału, ale naprawdę trzeba się naszukać. Do tego dochodzą beznadziejne efekty specjalne i zombie na takim turbodoładowaniu, że wręcz chodzą po sufitach.

10. Dzień żywych trupów 2 (2005)

Dzien-zywych-trupow-2I kolejne dziwaczne „dzieło” starające podpiąć się pod sukces George’a Romera. Tym razem pod mylącym tytułem, sugerującym kontynuację „Dnia żywych trupów” mamy coś na kształt prequela „Nocy żywych trupów”. Niemniej kiedy nie zastanawiamy się nad umieszczeniem filmu w chronologii, może on dostarczyć campowej rozrywki.

9. Diary of the Dead. Kroniki żywych trupów (2007)

Diary-of-the-DeadNajniżej plasujący się na naszej liście film samego mistrza Romera. Niestety także jemu trafiały się wpadki. Tu zaliczył takową, mierząc się z formatem found footage, którego wyraźnie nie czuje. Ponadto do przesady doprowadził moralizatorski ton całości, co dodatkowo utrudnia odbiór. Sytuacji nie ratują wyjątkowo antypatyczni bohaterowie.

8. Noc żywych trupów 3D (2006)

Noc-zywych-trupow-3DTo byłby całkiem fajny film, gdyby tylko w tytule nie odnosił się do sztandarowego dzieła Romera. Z jednej strony to bowiem całkiem przyjemny zombie movie z uwydatnionym elementem humorystycznym (i świetnym Sidem Haigiem), z drugiej jednak żenująca próba podpięcia się po dzieło kultowe. Sporym kuriozum jest fakt, że można ten film obejrzeć w wersji 3D. Czy muszę dodawać, że nie mamy tu do czynienia z „Avatarem”?

7. Survival of the Dead (2009)

Survival-of-the-DeadChoć ostatni film Romera zazwyczaj jest opluwany w recenzjach, ja będę go bronił. Nie jest to co prawda już ta forma co kiedyś, ale posiada swój klimat. Nazwał bym go jesienno-westernowym. Owszem, pomysł z zombie jeżdżącym konno jest mocno przegięty, ale już konflikt zwaśnionych klanów zamieszkujących wyspę Plum idealnie wpisuje się w nienachalnie moralizatorski ton całej sagi.

6. Ziemia żywych trupów (2005)

Ziemia-zywych-trupowPierwsze podejście Romera do żywych trupów po dwudziestoletniej przerwie okazało się nie tak udane, jak tego by sobie wszyscy życzyli, niemniej posiada kilka mocnych elementów. Jednym z nich jest pokazanie świata opanowanego przez zombie ich oczami. Drugim natomiast na prawdę duża ilość ekranowej makabry.

5. Noc żywych trupów (1990)

Noc-zywych-trupow-1990W zasadzie z klasycznej trylogii tylko „Dzień żywych trupów” nie miał szczęścia do remake’u. Abstrahując od tego co się działo później z wariacjami na temat „Nocy żywych trupów”, to ich druga wersja w reżyserii Toma Saviniego wypadła rewelacyjnie, kładąc nacisk na zupełnie inne elementy niż klasyczny film Romera.

4. Dzień żywych trupów (1985)

Dzien-zywych-trupow-1985„Dzień żywych trupów” jest najmniej znaną u nas częścią klasycznej trylogii Romera. Spory udział mają w tym dystrybutorzy, albowiem do dziś film ten nie ukazał się na DVD po polsku. Nie pamiętam również by znajdował się na półce w osiedlowej wypożyczalni wideo, ale to może tylko u mnie. Niemniej sam film zasługuje na uwagę. Nie tylko ze względu na rewelacyjne efekty gore, ale także nowe podejście do zombie, jako istoty posiadającej resztki inteligencji.

3. Świt żywych trupów (1978)

Swit-zywych-trupow-1978Rewelacyjne połączenie horroru, gore i gorzkiej satyry społecznej. Legendarne stało się już traktowanie zombie ciągnących do supermarketu, jako wizję tłuszczy rzucającej się na sklepowe promocje. Nie jest to może część, w której akcja kipi w każdej sekundzie, ale za to Romero kreuje rewelacyjny, duszny klimat, przesiąknięty uczuciem rezygnacji. O tym, że część ta nie uplasowała się w rankingu wyżej zaważyły karykaturalnie zielonkawy makijaż trupów i całkiem niepotrzebna scena obrzucania ich tortem.

2. Świt żywych trupów (2004)

Swit-zywych-trupow-2004Błędy oryginału zostały poprawione w remake’u Zacka Snydera. Tu zombie nie tylko wyglądają jak należy, ale jeszcze biegają jak po ósmej kawie. Zrezygnowano także z wątków humorystycznych. Choć alegoria żywych trupów ciągnących do supermarketu nie jest tu może tak dobrze widoczna, to jednak mamy do czynienia z idealnym przeniesieniem klasycznego obrazu w nowe czasy (podobnie udało się to z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”). Aż trudno uwierzyć, że ten sam człowiek, który nakręcił tak dynamiczny horror później powołał do życia rozwleczonego, pompatycznego gniota w postaci „Batman vs. Superman”.

1. Noc żywych trupów (1968)

Noc-zywych-trupow-1968Wśród miłośników twórczości George’a Romera do dziś trwa spór czy jego najlepszym filmem jest „Noc…” czy „Świt żywych trupów”. Ja należę do frakcji wielbiącej ten pierwszy obraz. Kocham jego duszny, gotycki klimat i powolnych, czających się w mroku zombie, które budzą przerażenie, a nie traktuje się ich jako tarcz strzelniczych. Do tego dochodzą wyraziste postacie i cała masa kultowych scen, które przez lata były parodiowane i parafrazowane na tysiące sposobów. Do dziś pamiętam w jakich okolicznościach po raz pierwszy oglądałem ten film, choć nie byłem znów taki młody. Klasyka klasyków.

Pi

PUSTKA (2016)

„The Void”
reż. Steven Kostanski & Jeremy Gillespie

the-voidUwielbiam momenty, kiedy w poszukiwaniu filmów, które mógłbym opisać na łamach Krainy Niesmacznej Przyjemności, trafiam na dzieła, które niesłusznie przeszły u nas bez echa. Czasem trafiają się wśród nich prawdziwe perełki. Takie jak „Pustka”, który stanowi poważną konkurencję dla Carpenterowskiego „W paszczy szaleństwa” w kategorii najlepszego kinowego oddania klimatu grozy rodem z twórczości H.P. Lovecrafta.

Młody policjant Daniel Carter w czasie nocnego patrolu znajduje na leśnej drodze umazanego we krwi mężczyznę. Zabiera go do miejscowego szpitala. Od tego momentu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Placówka zostaje otoczona przez tajemnicze, zakapturzone postacie z widocznym znakiem czarnego trójkąta, natomiast jedna z pielęgniarek wydłubuje nożyczkami oczy pacjentowi, po czym sama zamienia się w przerażające monstrum.

the-void_1Przemoc: – 5
Przyznam, że nic nie wskazywało na to, że z biegiem czasu będziemy mieli do czynienia z prawdziwą orgią krwawych efektów specjalnych rodem z „Hellreisera”. Choć masakra, jaką przy pomocy siekier dwóch bohaterów urządziło bezkształtnemu monstrum na początku robi wrażenie, to jednak stanowi tylko przedsmak do dalszych ekscesów, w trakcie których posoka będzie lała się strumieniami. A już pomioty Przedwiecznych (chyba mogę je tak nazwać, choć o mitologii Cthulhu nikt nie wspomina) to prawdziwe mistrzostwo w kreowaniu horroru i groteski. Warto również zwrócić uwagę na to, że zdecydowana większość efektów została wykonana bez pomocy cyfrowej technologii, dzięki czemu ogląda się je wyśmienicie.

Nagość: 0
W twórczości Lovecrafta nagość raczej się nie pojawia i tego również trzymają się producenci „Pustki”. Niemniej wydaje mi się, że przydałaby się jakaś roznegliżowana kapłanka, czy coś w tym stylu.

the-void_2Wulgarność: – 1
Wulgarności również nie mamy tu specjalnie dużo. O seksie się nawet nie rozmawia, a wulgaryzmy pojawiają się sporadycznie. Wszystko to oczywiście odpowiada mrocznemu klimatowi całości.

Obrazoburczość: – 5
Choć mity Cthulhu mają w sobie sporo z naiwności, to jednak ich potraktowanie w „Pustce” robi spore wrażenie. Mamy więc pradawne bóstwa spoza czasu, bezkształtne pomioty, nieczułych kultystów i szalonego kapłana. A już wycieczka w stronę prosektorium to prawdziwe studium szaleństwa. Niepokojącym elementem jest również próba odrodzenia się z łona kobiety przy pomocy pradawnej magii, co często kończy się w prawdziwie karykaturalno-przerażający sposób.

the-void_3Niesmaczna przyjemność: – 5
Jak już kiedyś wspominałem, klimat prozy Lovecrafta jest bardzo trudno oddać na ekranie. W pełni udało się to zaledwie kilka razy, z czego to właśnie „W paszczy szaleństwa” Johna Carpentera najbliżej jest do ideału. Choć film ten miał swoją premierę w 1994 roku od tamtej pory nie urosła mu konkurencja (czarno-białego, niemego „Zewu Cthulhu” nie liczę). Aż do premiery „Pustki”, która nie tylko korzysta z panteonu Wielkich Przedwiecznych, ale także idealnie wpasowuje się w okultystyczną tradycję. Do tego dochodzi ciągłe uczucie zagrożenia i niemal namacalna klaustrofobia. Myślę, że nie udałoby się to wszystko, gdyby nie zastosowanie analogowych efektów specjalnych. Nie oszukujmy się, potwory generowane komputerowo nie wyglądają tak przerażająco, jak czające się w mroku projekcje charakteryzatorów. Polecam.

Średnia zła: 3,2
Aż trudno uwierzyć, że za „Pustkę” odpowiadają reżyserzy nowicjusze. Jeremy Gillespie i Steven Kostanski praktycznie mają na koncie tylko jeden film pełnometrażowy (godzinnego „Manborga” nie liczę) – grindhouse’owy „Father’s Day”. Aczkolwiek ten drugi pracował przy charakteryzacji w takich hitach, jak „Legion samobójców”, najnowsze „To”, a także seriach „Silent Hill”, „Resident Evil” i „Droga bez powrotu”). Zdecydowanie warto przyglądać się karierze tej dwójki.


Pi

20 najlepszych efektów gore z sagi o żywych trupach

Analogicznie do niedawnego rankingu najbardziej kultowych zombie, prezentuję zestawienie 20 najlepszych efektów gore z sagi o żywych trupach George’a Romero i pochodnych jej remake’ów oraz kontynuacji. Niesmacznej lektury.

20. Zastrzelenie Bena przez George’a („Night of the Living Dead: Resurrection” 2012)

gore_4Może nie ma w tej scenie zbyt obfitej dawki przemocy, niemniej stanowi ona całkiem niezłe zdziwienie, ponieważ jak wszyscy pamiętają, Ben jest jednym z głównych bohaterów „Nocy żywych trupów”. Tymczasem w ni to remake’u, ni to kontynuacji „Night of the Living Dead: Resurrection”, dostaje kulkę w głowę już na samym początku filmu.

19. Głowy zombie na palach („Survival of the Dead” 2009)

gore_11W XXI wieku Geroge Romero zachłysnął się możliwościami efektów komputerowych i zbyt często z takowych korzystał. Niemniej scena z „Survival of the Dead”, kiedy widzimy głowy zombie powbijane na palach (dodajmy, że ruszające się) robi całkiem sympatyczne wrażenie.

18. Zjedzenie Sida Haiga („Noc żywych trupów 3D” 2006)

gore_3Obecność Sida Haiga w obsadzie „Nocy żywych trupów 3D” niewątpliwie podciągnęło jakościowo tę niezbyt udaną produkcję. A że jego śmierć z rąk nieumarłych została szczegółowo przedstawiona, nie mogło jej zabraknąć w naszym zestawieniu.

17. Niemy amisz i jego kosa („Diary of the Dead. Kroniki żywych trupów” 2007)

Diary-of-the-Dead_3W najsłabszej odsłonie sagi Romera nie znajdziemy zbyt wielu godnych uwagi elementów gore, niemniej na uznanie zasługuje to co ze swoją kosą potrafi wyczyniać pewien niemy amisz, do którego przypadkiem trafiają bohaterowie. Bezbłędna jest także jego samobójcza śmierć, kiedy to ukatrupił zombiaka dobierającego się do niego z tyłu, przebijając ostrzem jego mózg, uprzednio przedzierając się ostrzem przez swój.

16. Zombie powieszony pod wiaduktem („Diary of the Dead. Kroniki żywych trupów” 2007)

gore_10I druga zapadająca w pamięć scena z „Kronik żywych trupów”, czyli sekwencja, kiedy bohaterowie przejeżdżają pod wiaduktem, na wjeździe do którego tkwi powieszona za szyję, bezwładnie szamocząca się kobieta-zombie. Prawie nam jej szkoda, zwłaszcza, że przejeżdżająca furgonetka delikatnie trąca jej stopy.

15. Śmierć mężczyzny Any („Świt żywych trupów” 2004)

Swit-zywych-trupow-2004_1Główna bohaterka „Świtu żywych trupów” Zacka Snydera miała partnera, który, możemy założyć, był jej mężem. Szybko jednak wypadł z obsady, ponieważ załatwiła go nieżywa dziewczynka Vivian (miejsce 13 w zestawieniu najbardziej kultowych zombie). Moment kiedy Ana próbuje zatamować krwawienie z jego przeciętej tętnicy to popis specjalistów od efektów gore, do których wcale nie trzeba używać technik cyfrowych.

14. Kapitan Rhodes zjada własne oko („Dzień żywych trupów” 2008)

Dzien-zywych trupow-2008_1Kapitan Rhodes grany przez Vinga Rhamesa to z kolei miejsce 15 najbardziej kultowych zombie. Uhonorowany nim został w zasadzie za to samo co i tutaj – za bezceremonialne zjedzenie własnego oka, które zwisając smętnie na żyłce z oczodołu strasznie go irytowało.

13. Zombie na drucie pod wysokim napięciem („Ziemia żywych trupów” 2005)

gore_9Jak się okazuje zombiaka także może porazić prąd. Robi to nawet całkiem efektownie, co widać w filmie „Ziemia żywych trupów”, gdzie niczego niespodziewający się umarlak wchodzi bezmyślnie na ogrodzenie pod napięciem. Kończy się to efektownymi fajerwerkami i pożarem.

12. Głowa w turystycznej lodówce („Świt żywych trupów” 2004)

gore_7Omawiana scena ma miejsce w czasie napisów końcowych, uwaga więc na spojler. Otóż głowę znajdują bohaterowie, którzy ocaleli z pogromu w supermarkecie. Uciekają łodzią w morze, gdzie po jakimś czasie trafiają na dryfujący jacht. To właśnie na nim znajduje się feralna turystyczna lodówka z małym prezentem w środku.

11. Zombie na stołówce psychiatryka („Dzień żywych trupów 2″ 2005)

Dzien-zywych-trupow-2_1Po wydostaniu się wirusa, który opanował zakład psychiatryczny, w którym leczyli się główni bohaterowie filmu zaczyna dochodzić do koszmarnych scen kanibalizmu. Tę najbardziej widowiskową zapewnia ujęcie miejscowej stołówki, gdzie zombiaki siedzą grzecznie (na ile oczywiście mogą) przy stolikach i konsumują fragmenty rozerwanych ciał, utaplanych w fontannach krwi.

10. Wyciąganie wnętrzności przez usta („Ziemia żywych trupów” 2005)

Ziemia-zywych-trupow_3„Ziemia żywych trupów” przedstawia krwawy marsz tytułowych żywych trupów, które sieją spustoszenie dokądkolwiek dojdą. Choć po drodze eksponują kilka efektownych scen gore, chyba tą najbardziej zapadającą w pamięć jest ta z opuszczonego magazynu, gdzie dojadają resztki żołnierzy. Większość do wnętrzności zabiera się po Bożemu przez brzuch, ale jeden nonkonformista robi to nietypowo, albowiem wyciąga je przez usta.

9. Tom Savini wbija maczetę w głowę Lenny’ego Liesa („Świt żywych trupów” 1978)

gore_5Powoli zostawiamy za sobą filmy najnowsze i przechodzimy do żelaznej klasyki. Niewątpliwie należy do niej „Świt żywych trupów” z 1978 roku, do którego krwawe efekty gore przygotował Tom Savini. Ponieważ wystąpił także jako aktor, miał okazję w nich uczestniczyć, na przykład wbijając maczetę w głowę jednego z zombiaków. Patent ten z czasem udoskonalił – patrz seria „Piątek trzynastego”.

8. Odcięcie zakażonej ręki („Dzień żywych trupów” 1985)

gore_8I kolejny popis kunsztu Saviniego, ponownie zrealizowany przy użyciu maczety. Tym razem jednak nie chodzi o głowę, a rękę, w którą jej właściciel został ugryziony. Amputacji dokonuje Sarah, uważając, że w ten sposób jest w stanie nie dopuścić do zakażenia całego organizmu wirusem zombie.

7. Uczta spalonych zwłok („Noc żywych trupów” 1968)

gore_1Choć „Noc żywych trupów” należy do jednego z najbardziej przerażających horrorów, Romero wcale nie epatuje w niej okropieństwami. Niemniej scena, kiedy nieumarli posiłkują się nadpieczonymi zwłokami bohaterów desperacko próbujących dostać się do stacji benzynowej do dziś robi wrażenie.

6. Zombie na drzewie („Noc żywych trupów” 1990)

gore_2Co ciekawe wspomniana wyżej scena z „Nocy żywych trupów” nie mrozi tak żył w jej remake’u. Tu najbardziej zapamiętuje się moment, którego w oryginalnym filmie nie ma, a mianowicie rednecków, którzy znęcają się nad truposzami. W tym wypadku chodzi o powieszenie ich na drzewie i wykorzystywanie jako tarczy strzelniczych.

5. Narodziny noworodka zombie („Świt żywych trupów” 2004)

Swit-zywych-trupow-2004_3Na miejscu piątym najwyżej notowany przedstawiciel generacji filmów z XXI wieku, czyli „Świt żywych trupów” i wyjątkowo obrzydliwa scena narodzin dziecka Andre i Ludy. Po tym jak dziewczyna zostaje przemieniona w zombiaka i ponownie uśmiercona, jej złaknione krwi dziecko postanawia wydostać się z łona. Sekwencji tej absolutnie nie polecam młodym rodzicom.

4. Masakra motocyklistów („Świt żywych trupów” 1978)

gore_12Wracamy do staroci i niewątpliwie malowniczej masakry, jaką zombiaki zgotowały motocyklistom w czasie ich ataku na supermarket. Jest to kolejny na naszej liście popis umiejętności charakteryzatorskich Toma Saviniego. Przy tworzeniu efektów wykorzystano prawdziwe zwierzęce wnętrzności i hektolitry sztucznej krwi.

3. Masakra żołnierzy („Dzień żywych trupów” 1985)

Dzien-zywych-trupow-1985_1Analogiczna sekwencja jak piętro wyżej, tyle tylko, że zamiast motocyklistów mamy żołnierzy. Trzeba przyznać, że przez te kilka lat, jakie minęły od nakręcenia „Świtu…” do „Dnia żywych trupów” Tom Savini nabrał dodatkowej wprawy w kreowaniu efektów gore, ponieważ te są jeszcze bardziej obrzydliwe i wymyślne (że tylko wspomnę zdzieranie skóry z twarzy jednego z nieszczęśników).

2. Wypadające wnętrzności („Dzień żywych trupów” 1985)

Dzien-zywych-trupow-1985_3A teraz scena, z którą nierozerwalnie kojarzy mi się „Dzień żywych trupów”. Wiadomo, że najbardziej znanym zombiakiem, nad którym robiono eksperymenty w tej części jest Bub, niemniej to jego kolega ma o wiele efektowniejsze wejście. Najpierw widzimy go jak leży na stole operacyjnym z rozciętą klatką piersiową i brzuchem. Gdy jednak czuje zew krwi, postanawia wstać, całkiem nie zwracając uwagi na to, że przez dziurę wypadają mu wnętrzności. Smacznego.

1. Miguel gryzie („Świt żywych trupów” 1978)

Swit-zywych-trupow-1978_2Wreszcie czas na wielkiego zwycięzcę, a ten może być tylko otwierającą „Świt żywych trupów” masakrą w bloku, na który robią nalot policjanci po zgłoszeniu, że mieszkańcy przetrzymują w nim żywe trupy. O efektach gore, jakich jesteśmy podczas niej świadkami śmiało można powiedzieć, że stanowią mistrzostwo świata, które także dziś może zaszokować widzów. Zwłaszcza dwie sceny – rozbryzgującej się głowy po wystrzale ze strzelby i przede wszystkim, kiedy niejaki Miguel bezceremonialnie wgryza się w ciało swojej dziewczyny, dosłownie wyrywając jego spory kawałek. Tom Savini forever!

Pi

MORD W KAWAŁKACH (2004)

„Murder-Set-Pieces”
reż. Nick Palumbo

mord-w-kawalkachDawno już na łamach Krainy Niesmacznej Przyjemności nie zaglądaliśmy do przegródki z napisem „ekstrema”. Dziś naprawimy ten błąd. „Mord w kawałkach” jest bowiem filmem ekstremalnym z każdej strony i odradzam go osobom o słabych nerwach. Niech zapowiedzią czego można się po nim spodziewać będzie to, że jego producentem (i gościnnym aktorem) jest Fred Vogel, odpowiedzialny za „August Underground”.

Działający w Las Vegas niemiecki fotograf specjalizuje się w zdjęciach artystycznych, najczęściej z nagimi kobietami na pierwszym planie. Sprawia wrażenie cichego, ale miłego mężczyzny. I tylko młodsza siostra jego dziewczyny podejrzewa, że jest z nim coś nie tak. Otóż w piwnicy swojego domu ma zorganizowaną prawdziwą salę tortur, do której zaciąga kobiety, by je gwałcić, okaleczać i mordować w najbardziej wyszukany sposób.

mord-w-kawalkach_1Przemoc: – 5
Jest grubo, nawet jak na nasze standardy. „Mord w kawałkach” to torture porn z krwi i kości, w którym więcej czasu niż fabule poświęcono ukazywaniu maltretowania kolejnych ofiar Fotografa. Choć produkcja cierpi na ograniczony budżet, na elementach gore twórcy starali się nie oszczędzać. Warto zwrócić uwagę na ciekawy zabieg polegający na kontraście między statycznymi ujęciami w czasie, kiedy główny antybohater udaje normalnego człowieka, a wręcz wideoklipową estetyką scen tortur z głośną muzyką, intensywnymi kolorami i rwanym montażem. Poza tym jestem pełen uznania dla poświęcenia niektórych aktorek, dających się bestialsko poniewierać. A zwłaszcza do pani, która wisi głową w dół przywiązana na sznurze do sufitu.

Nagość: – 5
Dawno już nie mieliśmy w Krainie filmu, w którym pojawiłoby się tyle nagości. I to nie tak kulturalnej jak w „Evil Bong”. Tu mamy niemal pornograficzne ujęcia bez specjalnej cenzury. Wystarczy chociażby porównać jak wygląda przedstawienie tańca na rurze tutaj, a w innym, bardziej mainstreamowym filmie.

mord-w-kawalkach_2Wulgarność: – 5
Jak już wspomniałem Fotografa wyjątkowo kręci zadawanie cierpienia kobietom. Zwłaszcza podczas ostrego seksu. Nie przez przypadek jest on Niemcem. Widzę tu bezpośrednie nawiązanie do „Nekromantica” i tego, że oprawca pełne zaspokojenie osiągał dopiero, kiedy spółkująca z nim kobieta dokonywała w jego objęciach swojego żywota. Mamy tu co najmniej dwa takie przypadki. Niemniej samej w sobie wulgarności jest o wiele więcej, że wymienię tylko scenę, kiedy Fotograf zabawia się oralnie z obciętą głową jednej z porwanych nieszczęśniczek.

Obrazoburczość: – 5
Do wszystkiego co wymieniłem wcześniej należy dorzucić zupełnie niepotrzebne nawiązania do nazistowskiej przeszłości rodziny Fotografa, a także zbagatelizowanie samych morderstw. Sprzyja temu chociażby fakt, że porywanie i następnie ukazywane tortury wcale nie odnoszą się do tych samych osób, tak jakby twórcom celowo zależało na tym, byśmy nie związali się emocjonalnie z żadną z ofiar. Dlatego też największe wrażenie robi moment, kiedy Fotograf zabija matkę pewnego niemowlaka. Jego płacz jest przeszywający, a kiedy podchodzi zapłakany do zakrwawionych zwłok niejednemu rodzicowi ściśnie gardło.

mord-w-kawalkach_3Niesmaczna przyjemność: – 4
Zastanawiałem się, czy „Mord w kawałkach” zasługuje na tak wysoką ocenę, ale w swojej kategorii zdecydowanie wyróżnia się na plus. Zwłaszcza wymieniony wyżej dysonans między spokojnymi scenami dialogów, a szybkimi tortur. Poza tym grający Fotografa Sven Garrett budzi autentycznie przerażenie. Same elementy gore również należą do bardzo sugestywnych. Dlatego też film nie powoduje odruchowego zerkania na zegarek by sprawdzić ile czasu jeszcze zostało do końca seansu. Niestety przed daniem maksymalnej oceny wstrzymuje mnie jednak nie do końca jasne przesłanie całości. Bo mam wrażenie, że chodziło o coś więcej, niż tylko ukazanie ekstremalnej przemocy w stylu „August Underground”. Cóż z tego, skoro nawiązania do relacji z matką tudzież wątek dziadka w Gestapo są ukazane zbyt banalnie, by tłumaczyły zachowanie mordercy. To też nie studium szaleństwa i samotności, jak w omawianym „Nekromantiku” lub „Maniaku” Williama Lustiga. Niemniej jako oczyszczające dotknięcie samego zła, obraz ten całkowicie się sprawdza.

Średnia zła: 4,8
Ciekawostką jest udział w produkcji nie tylko Freda Vogla, tudzież pań znanych z przemysłu dla dorosłych, jak chociażby emerytowanej aktorki porno Crissy Moran (która podobno teraz jest święta i odżegnuje się od nieczystej przeszłości), ale również aktorów kultowych w kręgu miłośników horroru – Tony’ego Todda („Candyman”, „Oszukać przeznaczenie”, „Topór”, „Kruk”) i Gunnara Hansena, czyli pierwszego Leatherface’a w „Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną” Tobie Hoopera z 1974 roku.


Pi

DIABELSKI MŁYN (2016)

„The Windmill Massacre”
reż. Nick Jongerius

Diabelski-MlynSlashery w naszym kraju raczej omijają kinową dystrybucję i z marszu trafiają na rynek DVD. Tym bardziej slashery ze sporą dawką gore. Dlatego też fakt, iż mogliśmy w zeszłym roku „Diabelski młyn” oglądać na dużym ekranie przypisuję jedynie egzotycznemu z punktu widzenia horroru miejscu produkcji, a mianowicie Holandii. Szkoda tylko, że twórcy absolutnie nie wykorzystali potencjału drzemiącego w pomyśle wyjściowym.

Stary Abe organizuje wycieczki po zabytkowych młynach Holandii. Turystów obwozi swoim równie leciwym busem. Kiedy psuje się on na pustkowiu pośrodku bagien, wycieczka zmuszona jest znaleźć schronienie w pobliskim wiatraku. Szybko okazuje się jednak, że nie jest on w pełni bezpieczny, a na przybyszów dybie zamaskowany morderca z kosą.

Diabelski-Mlyn_1Przemoc: – 5
Efekty gore to właściwie jedyna rzecz, dla której ten film można zobaczyć. Nie jest nią bowiem wyjątkowo nietrzymający się kupy scenariusz. Morderca bowiem nie oszczędza ofiar i gotuje im makabryczną śmierć w męczarniach. Nieźle wygląda również tytułowy Diabelski Młyn, który w środku wręcz ocieka krwią. Choć większość efektów zrobiona jest po Bożemu i wypadają przyjemnie, wrażenie nieco psują te momenty, kiedy twórcy podpierają się techniką komputerową. Zwłaszcza kłuje w oczy scena, kiedy Jennifer tłucze leżącego napastnika, a w koło tryska wirtualna krew, którą chyba skopiowano z marnej strzelanki z początku wieku.

Nagość: 0
Wydawać by się mogło, że jeśli mamy slasher, którego miejscem akcji jest frywolna Holandia, będziemy mieli do czynienia ze sporą dawką nagości. Nic z tych rzeczy.

Diabelski-Mlyn_2Wulgarność: – 2
Co ciekawe elementów dotyczących seksu i wszelkich orientacji seksualnych również nie ma za dużo. Wątek lesbijski jest lekko tylko zasygnalizowany, natomiast seks pojawia się na początku i to tylko w postaci wchodzącego do domu publicznego za prostytutką żołnierza. Widocznie patrzenie na Holandię przez pryzmat Amsterdamu jest niesprawiedliwy. Co tu dużo mówić, faktycznie stare młyny niezbyt pasują jako sceneria do miłosnych podbojów.

Obrazoburczość: – 4
Podstawowym tematem filmu jest wina i jak najbardziej zasłużona kara (ewentualnie skrucha). Szkoda tylko, że temat ten potraktowano jako marny pretekst do ukazania ferii krwawych efektów specjalnych. Bo pomysł na mordercę, który osądza ludzi za ich grzechy jest jak najbardziej godzien uwagi (choć mieliśmy już podobnych, że wymienię tylko Jigsawa z „Piły”). Szkoda też, że praktycznie zniszczono wszystko wątkiem zabójcy, który kieruje się logiką Sędziego Śmierci z „Sędziego Dredda”, że zbrodnie popełniają tylko żyjący, a więc samo życie jest zbrodnią i ukarać należy wszystkich, nawet jeśli będą oni chcieli odpracować swój zły uczynek. Można było również lepiej rozegrać wątek głównej bohaterki, która jest najbardziej złożoną postacią ze wszystkich i ma na sumieniu czyn, którego na wpół żałuje i nie.

Diabelski-Mlyn_3Niesmaczna przyjemność: – 2
Generalnie w recenzjach „Diabelski młyn” zbiera tęgie baty i wcale się temu nie dziwię. Scenariusz po pół godzinie się rozłazi, bohaterowie robią wyjątkowo idiotyczne rzeczy, a mroczna atmosfera znika w połowie, kiedy wszystko otrzymujemy wyjaśnione jak na tacy. Niemniej jako niezobowiązujący odmóżdżacz film ten sprawdza się nieźle. Daje się go oglądać, a wspomniane efekty gore są niezłe. Do tego dochodzi niecodzienna sceneria holenderskich młynów i całkiem malowniczy antagonista. Wielka szkoda, że wszystko to zostało tak koncertowo spartolone.

Średnia zła: 2,6
Twórcy „Diabelskiego młyna” nie mają zbyt bogatego dorobku, niemniej współscenarzysta Chris W. Mitchell zabłysnął całkiem ciekawym konceptem w postaci czesko-holenderskiej koprodukcji „Frankenstein’s Army”, w której to Naziści na podstawie odnalezionego dziennika doktora Frankensteina tworzą armię zombie z ciał poległych żołnierzy. Polecam.


Pi

20 kultowych zombie z sagi o żywych trupach

Saga o żywych trupach to nie tylko sześć kanonicznych filmów George’a Romero, ale także liczne remake’i oraz sequele. W ramach podsumowania proponuję przegląd najlepiej wyglądających zombie ze wszystkich tych produkcji.

20. Simon Burzynski – radziecki pilot Rubinsky pierwszym zarażonym wirusem zombie („Dzień żywych trupów 2″ – 2005)

Zombie_7Według niekanonicznej kontynuacji „Dnia żywych trupów” z 2005 roku (która biorąc pod uwagę rozwój fabuły stanowiła raczej prequel do tego filmu) zaraza zamieniająca ludzi w zombie, czego efektem była „Noc żywych trupów” została stworzona przez naukowców z ZSRR w czasie zimnej wojny. Na teren USA dotarła wraz z pilotem Rubinsky’m, który rozbił się przypadkiem w czasie lotu szpiegowskiego (chyba, że uwierzymy, że Rubinsky rozbił się specjalnie chcąc przekazać wirus Amerykanom). Wyjaśnienie to jest szyte grubymi nićmi, ale scena jak rzuca się na rękę żołnierza, który prezentuje mu swój tatuaż tancerki jest jedną z najlepszych w tej niszowej produkcji.

19. Kathleen Munroe – zombie na koniu („Survival of the Dead” – 2009)

Zombie_11Kiedy Romero w 1968 zaprezentował w „Nocy żywych trupów” tępe, powolne ożywione zwłoki, nikt chyba nie spodziewał się, że w późniejszych jego produkcjach zaczną ewoluować i uczyć się nowych rzeczy. W swoim ostatnim filmie widzimy skrajny przykład takiego „inteligentnego” zombiaka, który dosiada konia i śmiało cwałuje wokół wyspy Plum.

18. Mike Christopher – zombie kryshna („Świt żywych trupów” – 1978)

Zombie_4Pomimo rewelacyjnych efektów gore autorstwa Toma Saviniego, pierwszy „Świt żywych trupów” nie mógł pochwalić się dużą ilością przerażających zombie. Niestety z dzisiejszego punktu widzenia wyglądają one śmiesznie w tym zielonkawym makijażu. Niemniej pomysł by przemienić pokojowego, łysego kolesia z tamburynem w krwiożerczą bestię doskonale wpisuje się w ogólne przesłanie całości.

17. Joe C. Marino – pielęgniarz Marshall przemieniony w zombie-mielony kotlet („Dzień żywych trupów 2″ – 2005)

Dzien-zywych-trupow-2_2Jak już wspomniałem twórcy „Dnia żywych trupów 2″ nie trzymali się kurczowo stylistyki obranej przez Romera. Z tego też powodu choroba wywołująca głód ludzkiego mięsa objawiała się początkowo jako coś w rodzaju świetlistego duszka, a osoby ugryzione przemieniały się w zombie o aparycji mielonego kotleta. Pomysł trochę od czapy, ale charakteryzacja odpowiednio obrzydliwa.

16. Brian La Rosa – przywiązany do krzesła Gerald Tovar Senior („Noc żywych trupów 3D” – 2006)

Zombie_3Reprezentant „Nocy żywych trupów” (i odprysków) po raz pierwszy. Trochę tu zaspoileruję, więc jakby co to ostrzegam – Gerald Tovar Senior po śmierci ożył, ale jego syn nie był w stanie go ponownie ukatrupić, więc trzymał go przywiązanego do krzesła u siebie w domu. Może nie byłoby w nim nic niezwykłego, gdyby nie to, że Barb doprowadziła do jego spalenia i to właśnie dzięki tej scenie trafia do naszego zestawienia.

15. Ving Rhames – beznogi kapitan Rhodes zjada własne oko („Dzień żywych trupów” – 2008)

Dzien-zywych trupow-2008_1Ving Rhames jest chyba najbardziej znanym aktorem w naszym zestawieniu i jednocześnie najjaśniejszym punktem beznadziejnego remake’u „Dnia żywych trupów”. Nie tylko świetnie sobie radził bez nóg, ale przede wszystkim na moją sympatię zasłużył sobie tym, że kiedy zaczęło go irytować zwisające na żyłce wydłubane oko, po prostu je urwał i skonsumował. Dla takich scen ogląda się filmy o żywych trupach.

14. Pat Logan – przemieniony wujek Rege („Noc żywych trupów” – 1990)

Zombie_2Wujek Rege był właścicielem domu, w którym schronili się Barbara, Ben i pozostali. W oryginale nie odgrywa właściwie żadnego znaczenia. W remake’u Toma Saviniego staje się pierwszym uśmierconym przez Barbarę zombiakiem. Wrażenie robi jednak przede wszystkim jego aparycja – grubego, ubranego w ogrodniczki rednecka.

13. Hannah Lochner – Vivian pierwszą zombie na turbodoładowaniu („Świt żywych trupów” 2004)

Swit-zywych-trupow-2004_1Zack Snyder w swoim „Świcie żywych trupów” wprowadził nowego zombie, który biega, szybko i agresywnie atakuje i niewiele ma wspólnego z rozlazłym, poruszającym się powłóczystym krokiem monstrum Romera. Pierwszym takim okazem jest Vivian, nieletnia sąsiadka Any i jej mężczyzny, która atakuje ich o tytułowym świcie.

12. Jennifer Baxter – zombie-dziewczyna z 9 na koszulce („Ziemia żywych trupów” – 2005)

Zombie_8W „Ziemi żywych trupów” zombie wyrastają na pozytywnych bohaterów, którzy walczą o swoje prawa i mszczą się na tych, którzy zabijają ich dla rozrywki. Przewodzi nimi Big Daddy, natomiast dziewczyna z 9 na koszulce jest jedną z bardziej charakterystycznych postaci, jakie pojawiają się w tłumie. A to za sprawą malowniczo wygryzionego policzka.

11. Boyd Banks – zombie rzeźnik („Ziemia żywych trupów” – 2005)

Zombie_9I znów wracamy do armii prowadzonej przez Big Daddy’ego. Zombie rzeźnik również należy do tych bardziej malowniczych żywych trupów. Wrażenie zwłaszcza robi, kiedy wynurza się z wody, by zaatakować siedzibę ludzi na wyspie. To on również przy pomocy tasaka rozbija drewniany płot. Inna sprawa, że sam tego nie wymyślił, ale jak już mu pokazano o co chodzi, przystąpił do dzieła zniszczenia z niesłabnącym zapałem.

10. Eugene Clark – Big Daddy („Ziemia żywych trupów” – 2005)

Ziemia-zywych-trupow_1Była jego armia, czas i na samego Big Daddy’ego, czyli najinteligentniejszego zombiaka w historii, który rozpoczyna rewoltę zombie i prowadzi swoich ożywionych ludzi na twierdzę tych wciąż żyjących. Jego przypadek można interpretować szerzej, jako bunt klasy robotniczej (w tym wypadku chodzi o pracownika stacji benzynowej) przeciw wykorzystującej ją burżuazji.

9. Zombie w czasie napisów początkowych („Dzień żywych trupów” – 1985)

Zombie_6Tym razem bez imienia i nazwiska, ponieważ mamy do czynienia z kukłą, ale za to jaką! Jedną z najbardziej przerażających, jakie stworzył Tom Savini. Przedstawia zombiaka w mocno posuniętym stanie rozkładu, któremu na dźwięk żywego człowieka z wrażenia odpadła szczęka. Mocne rozpoczęcie świetnego filmu.

8. Jasmin Geljo, Ross Sferrazza, Wilbert Headley – muzyczne trio („Ziemia żywych trupów” – 2005)

Zombie_10Trudno rozpatrywać tych panów osobno, ponieważ dopiero razem robią piorunujące wrażenie. Za życia byli muzycznym triem i tak im zostało. Każdy z nich dzierży instrument, ale ponieważ nie bardzo wie co z nim zrobić, obijają się tylko o siebie lub o poręcze altanki, w której stoją, notorycznie powtarzając te same ruchy. Połączenie grozy i groteski, czyli specjalność Romera.

7. Marcia Ann Burns – matka zombie na cmentarzu („Noc żywych trupów 3D” – 2006)

Noc-zywych-trupow-3D_1W drugim remake’u „Nocy żywych trupów” dość swobodnie potraktowano odniesienia do oryginalnego scenariusza, niejednokrotnie puszczając oko do widza. Najlepiej widać to na początku, kiedy brat Barb ucieka zamiast wypowiedzieć słynne zdanie „Oni idą po ciebie Barbaro” i dopiero później wysyła sms-a o treści „Idę po ciebie, Barb”, poza tym Ben jest biały i wreszcie zamiast mężczyzny na cmentarzu, który jako pierwszy atakuje bohaterkę jest kobieta. I to tak wstrętna, że po niej więcej nic was nie przerazi w trakcie seansu.

6. John Paul – łysy symbol („Świt żywych trupów” – 1978)

Swit-zywych-trupow-1978_3Ten zombie pojawia się na małym lotnisku, gdzie bohaterowie lądują helikopterem w poszukiwaniu paliwa. W zasadzie nie odgrywa żadnej znaczącej roli, ale dziwnym trafem stał się symbolem „Świtu żywych trupów” i często pojawia się na okładkach DVD i plakatach, natomiast jego odtwórca – John Paul chętnie zagląda na wszelkiej maści zloty fanów twórczości Romera. Nie mogło go więc zabraknąć w naszym zestawieniu.

5. Inna Korobkina – Luda, matka zombie-dziecka („Świt żywych trupów” – 2004)

Zombie_5Znów spoiler! Luda to ciężarna Rosjanka, którą ugryzł zombie. Niemniej jej chłopak wciąż wierzy, że będzie w stanie urodzić zdrowe dziecko. To, co się później dzieje stanowi kwintesencję złego smaku. W każdym razie sama Luda przywiązana do łóżka i wijąca się na wszystkie strony, wygląda niczym mała Regan z „Egzorcysty”.

4. Zachary Mott – karykaturalny buldog ze złamanym kręgosłupem („Noc żywych trupów” – 1990)

Noc-zywych-trupow-1990_3Natomiast symbolem pierwszego remake’u „Nocy żywych trupów” w reżyserii Toma Saviniego jest zombie, w rolę którego wcielił się Zachary Mott. Niestety nie ze względu na budzenie grozy, a wywoływanie uśmiech politowania. Po tym, jak Ben potrąca go rozpędzonym samochodem, leży na trawniku i nie może się ruszyć. Nogi natomiast ma wygięte w tak nienaturalnej pozie, że trudno zachować przy tym powagę.

3. Sherman Howard – po prostu Bub („Dzień żywych trupów” – 1985)

Dzien-zywych-trupow-1985_2Jednym z głównych wątków „Dnia żywych trupów” Romera jest tresowanie zombie. Obiektem, na którym przeprowadzano badania jest Bub, być może najsympatyczniejszy zombie popkultury. Nie tylko nie rzuca się na ludzi, ale jeszcze z uwagą studiuje każdy nowy przyrząd, odkrywając na nowo jego znaczenie. Z kulminacją w postaci radzenia sobie z bronią palną.

2. Kyra Schon – ikoniczna dziewczynka zombie („Noc żywych trupów” – 1968)

Zombie_1Mówcie sobie co chcecie, ale pomimo tego, że z upływem lat charakteryzacja zombiaków była robiona coraz bardziej fantazyjnie, niewiele jest równie przerażających obrazów, jak krocząca w odrętwieniu i z wymalowaną na twarzy rządzą mordu nieletnia Karen, córka państwa Cooperów. Dziś jej wizerunek można znaleźć na koszulkach, kubkach i innych gadżetach związanych z filmem. Powinniśmy więc być z nią oswojeni, tymczasem gdy tylko pojawia się na ekranie, zawsze towarzyszy temu dreszczyk przerażenia.

1. S. William Hinzman – pierwszy nowożytny zombie („Noc żywych trupów” – 1968)

Noc-zywych-trupow-1968_1Zwycięzcą niniejszego rankingu jest pierwszy żywy trup, jaki pojawia się na ekranie debiutu Romera. Widzimy go na cmentarzu, kiedy chwiejąc się idzie w stronę Barbary i jej brata. Ten ostatni właśnie na jego widok zaczyna śmiać się i przekomarzać z siostrą cytowanym zdaniem „Oni przyjdą po ciebie, Barbaro”. Hinzman nie potrzebował zbyt obfitej charakteryzacji z racji swej postury i specyficznej urody. Podobno to on wymyślił charakterystyczny, powłóczysty krok, który przez dekady był naśladowany. Rola u Romera prześladowała go do końca życia, ale chyba specjalnie sam nie chciał z niej rezygnować, o czym świadczy fakt, że w postać zombiaka wcielił się ponownie w reżyserowanym przez siebie obrazie „Zemsta zombie” z 1988 roku (pisaliśmy o nim na łamach Krainy Niesmacznej Przyjemności).

Pi